poniedziałek, 5 stycznia 2015

4. Do lochów by się szło...

Tablica zleceń:
1. Zmieniłam lekko wygląd Poisoner'a - zamiast ciemno-zielonej szaty ma teraz bordową z czarnymi wykończeniami (wydawał mi się wcześniej zbyt tęczowy XD)
2. Co sądzicie o playliście? Nie jest to wersja finalna więc możecie zasugerować mi jakiś tytuł, doradzić również, który według was nie pasuje.
3. Niektórzy zapewne długo czekali i jestem wam za to wdzięczna a szczególnie Nao, która mnie zmotywowała do napisania kolejnego rozdziału jak i Różowy Kangur i Sylwia - nękano mnie, oj nękano X3

Biblioteka znajduje się w starej wieży, która posiada ponad 200 pięter. Na powierzchnię wystaje jakieś 30, są to jedyne udostępnione dla uczniów. Tą przeogromną skarbnicą wiedzy zajmują się gargulce, które karzą za zwracanie uszkodzonych książek. Przejścia na dolne poziomy pilnuje Sfinks, lubi naszą trójkę bo w ramach kar przychodziliśmy sprzątać bibliotekę. Mogę powiedzieć, że więcej nauczyłem się tu niż na lekcjach. Przynajmniej z mitologii, o niej to Sfinks potrafiła nawijać godzinami.

Podeszliśmy do szarego gargulca siedzącego na olbrzymiej księdze. Odkąd pamiętam zajmował ów stanowisko. Jednak zasłużył sobie. Kilkadziesiąt lat temu broniąc biblioteki stracił lewe skrzydło, większą część ogona i kawałek głowy wraz z prawym okiem, co daje obecnie dość upiorny widok.
- Dobry, ja po mapy na 3 piętro lochów. Można się dowiedzieć gdzie są? - powiedziałem uprzejmie.
- Tam gdzieś je gałganie odstawił ostatnim razem - co za wredny kawał marmuru.
Gargulec zmrużył oko przyglądając się nam przez chwilę po czym odcharknął i niechętnie wyjawił nam lokalizację szukanych obiektów.
- 7 poziom, gówniarze! Żeby mi się to więcej nie powtórzyło!
- Słyszałeś Sha-
- Już! Na pewno! On nie pójdzie! - ta kupa marmuru działa mi na nerwy.
- To Snake-
- Żeby coś zniszczył?!
- Więc ja-
- Ktoś tych dwóch musi pilnować!
I tu wtrąciła się Falcon.
- Emm, to może ja pójdę?
Gargulec machnął ręką na znak zgody i usiadł po turecku a blondynka pobiegła po mapy. Zapadła niezręczna cisza. Zapewne trwałaby długo, ale Snake spadł z krzesła i zniszczył całą powagę.
- Idiota - warknął Shadow.
- Dopiero teraz to zauważyłeś? - spytał blondyn szczerząc się.
- Zamknąć się nieznośne bachory! - ryknął gargulec.
Stworzenie popatrzyło krzywo na chłopaków, którzy niechętnie skończyli sprzeczkę. Salomon (bo takie imię nosi ów gargulec) położył łapy na kolanach i nachylił się.
- Dziwne rzeczy dzieją się w lochach - szepnął, bacznie mi się przyglądając.
- Co masz na myśli mówiąc "dziwne"? - spojrzałem gdzieś w dal.
- Przekonacie się już na dole i nie będzie to nic przyjemnego - stwierdził po czym oparł głowę na rękach i zasnął.
- Durny kawał mar-
- Trochę szacunku gówniarzu! Wiesz ile ja mam lat?! - Salomon uderzył mnie pięścią w głowę.
- Na pewno więcej niż wyglądasz, bazalcie - prychnąłem i odszedłem na bezpieczną odległość.
- Masz szczęście, że twój dziadek jest tu dyrektorem, szczeniaku!
- Przestań się drzeć! Wiesz, że zmiennokształtni mają dosyć wyostrzone niektóre zmysły, prawda? - Snake uśmiechnął się wrednie...znowu.
- A żeby ci bębenki uszne pękły, gadzie!

Gdy Falcon (w końcu!) przyszła, Salomonowi z nerwów zaczęła lecieć piana z pyska. Dziewczyna nie zrozumiała sytuacji, a my nie mieliśmy chęci jej tłumaczyć więc ruszyliśmy. Po drodze zahaczyliśmy jeszcze o mój pokój z którego zabrałem "prezent" dla Wolfen'a i Lupo. Durna blondynka dopytywała się co wziąłem, lekko skłamałem, że wódkę i się odczepiła. Przecież nie mogłem jej powiedzieć, że w kieszeni trzymam środki uspokajające jak i usypiające dla wilkołaków...chociaż? Czemu nie! Myślę, że o wiele bardziej przejęła by się gdyby wiedziała o cyjanku, który regularnie zażywam. Czasami czuję się jak narkoman i widzę, że moje ciało zachowuje się podobnie. Gdy dochodzę do mojego limitu, organizm buntuje się i zmusza mnie do szybkiego pozbycia się trucizny, za to następnym razem mogę przyjmować jej więcej.

Schodziliśmy właśnie do lochów. Tak, do lochów. Zapewne powinienem iść zanieść "lekarstwo" profesorkowi do gabinetu rzecz w tym, że Wolfen na czas pełni księżyca przenosi się na drugi poziom lochów, tak na wszelki wypadek, gdyby środki nie zadziałały lub były zbyt słabe. Jeżeli tak by się stało od parteru szkoły czyli również od uczniów dzieli go jedno piętro a nawet jeżeli po przemianie dostałby się na nie to nadal oddzielają go wrota zrobione ze stopu stali i srebra. Jak wiadomo ów metal szlachetny w sprawnych rękach jest zabójczą bronią dla wilkołaków, a jako drzwi skutecznie osłabia ich nadludzką siłę.

Z Wolfen'em nie rozmawialiśmy długo, zapytałem o stan Lupo i dałem nauczycielowi kartkę z dawkowaniem substancji dla niego jak i młodego. Potem ruszyliśmy dalej na trzeci poziom tych przeklętych podziemi. Tak źle mówię o tym miejscu a w gruncie rzeczy lubię tutaj przebywać. Mogę się wyszaleć do woli i czasami spotkać z moim mentorem. Od małego byłem strasznie ciekawski i grzebałem w książkach, które na pierwszy rzut oka nie powinny zainteresować pięciolatka. I tak dokopałem się do mojego drzewa genealogicznego. Zainteresowało mnie, że mój ojciec ma dwóch braci o których ja nie miałem pojęcia. Jednym z nich był Poisoner I, mój mentor posiadający te same zdolności co ja. Gdy wybrałem go sobie na opiekuna okazało się, że tuż po moich narodzinach trafił z niewiadomych mi przyczyn do więzienia znajdującego się na piątym pietrze lochów. Z ciężkim sercem widziałem jak dziadek zezwala mi się z nim spotykać a furia jaką ujrzałem w oczach mojego ojca po tym jak się o tym dowiedział była nie do opisania. Same lochy są miejscem przerażającym, niebezpiecznym i obrzydliwym. Obrzydliwe...no cóż, zostaliśmy wyznaczeni na sprzątanie tego przybytku, ale co można sprzątać w takim miejscu? Szlam. Czerwony, obślizgły i za życia trujący szlam. Najgorsze jest to, że to...to coś się porusza a dla niektórych karą jest jedzenie tego ścierwa, bo tutaj nic innego nie ma, ale muszę powiedzieć, że mi i chłopakom przypadło do gustu (trzeba tylko trochę podsmażyć). Przerażające i niebezpieczne ze względu na mityczne, magiczne jak i zwykle kreatury czy zwierzęta, które stanowią zabezpieczenie. Weźmy na ten przykład minotaury: stworzenia te, są nastawione wyjątkowo agresywnie do wszelkich żywych form życia, jednak więźniów zostawiają w spokoju (jeżeli są oni w swoich celach). Jedynymi osobami, które mogą się bezpiecznie poruszać w ich towarzystwie jest Blue Ghostlight(jako dyrektor szkoły) i Taurus, kowal. Jest wysokim, barczystym mężczyzną w średnim wieku. Ma czerwone oczy(co nawet u nas jest rzadkim zjawiskiem), długie jasno-brązowe włosy, które związuje w koński ogon i twarz pokrytą mozaiką blizn. Należy do zmiennokształtnych a jego zdolność pozwala mu się przemieniać w zwykłego byka jak i minotaura. Jego dom będący również kuźnią znajduje się przy samym wejściu na trzeci poziom. Tam wykuwa i przechowuje dla nas broń. W jednym z pokoi znajduję się sterownia lochów. Chodzi o odcinanie niektórych pięter od zagrożeń.

- Jak miło was widzieć! Hahaha! - jak zwykle przywitał nas Tigre, czeladnik Taurus'a.
- Uważaj bo ci kiedyś przez przypadek przystanę na tym ogonie, kiciu - odpowiedziałem z wrednym uśmiechem.
Co można o nim powiedzieć? Ma 21 lat, zazwyczaj miły i z poczuciem humoru. Swoje pomarańczowe kłaki stawia na żelu by nadać im drapieżnego wyglądu. Zapewne wszyscy chcieliby się dowiedzieć o co chodzi z ogonem i dlaczego mówię do niego "kiciu". Otóż Tigre jest zmiennokształtnym a z nazwy można wywnioskować, że jest tygrysem. Chyba nigdy nie widziałem go w postaci ludzkiej. Praca w kuźni jest ciężka i potrzeba do niej sporo siły, którą nasz czeladnik uzyskuje przyjmując formę humanoidalnego tygrysa. W tej postaci posiada wyprostowaną, ludzką postawę i ręce, a cechami przejętymi od tego wielkiego kota są uszy, ramiona, nogi, pazury, pręgowana sierść i właśnie ogon. "Kicia" jest dla niego najbardziej obraźliwym przezwiskiem zważywszy na to jak potężne i grożna zwierze reprezentuje a ogon najwrażliwszą częścią ciała.

Chłopak obnażył kły i złowróżbnie zamruczał. Widziałem jak jego ogon porusza się niespokojnie ukazując tym samym zdenerwowanie właściciela. Spojrzałem na niego z politowaniem i chyba zrozumiał, że daje się wkręcać gówniarzowi, który nawet szkoły nie ukończył.
- Nie rozumiem, dlaczego lubisz tak denerwować innych - Shadow...anioł stróż i głos sumienia się znalazł.
- Bo to cholernie satysfakcjonujące mój drogi przyjacielu, a wracając do rzeczy ważnych...czy nasze zamówienia zostały już wykonane? - zwróciłem się do Tigre, a na jego twarzy zauważyłem uśmiech mówiący: "Czyżbyś wątpił?"
- Taa...- czeladnik zniknął na moment za którymiś drzwiami by przynieść sporych rozmiarów kufer - Tak jak chciałeś dwu i pół-metrowa kosa bojowa. Ostrze jest z tego samego stopu co wrota do lochów, więc nie ulegnie kwasom. Możesz spokojnie nanosić na nie trucizny, nie ma możliwości by ta broń rozpuściła się jak ostatnia glewia. Shadow...
Brunet podszedł do nas, a tygrys złapał go za płaszcz i podniósł do góry na około metr.
- Jeszcze raz zlecisz coś takiego to sam cię tym zastrzelę, zrozumiałeś? - Shadow nic nie odpowiedział tylko przewrócił oczami, nawet nie kiwnął, że przyjął to wiadomości groźbę czeladnika - Ty wiesz jak trudno jest to zdobyć?! - Tigre puścił (w końcu) naszego niby-emo - Przez tych dzikusów z południa nie można dostać potrzebnych części a co dopiero całej broni. Można powiedzieć, że oboje mamy szczęście. Ja: bo przeżyłem tą cholerną wyprawę. Ty: bo dostałeś tę broń.
Tutaj czeladnik wyjął z kufra przedmiot owinięty w wiele warstw materiału i szybkim ruchem ręki zaopatrzonej w pazury przeciął je a naszym oczom ukazała się kusza, ale nie taka zwyczajna.
- Centaury nieczęsto robią kusze wolą łuki, które pokazują ich siłę i bystre oko. Jednak gdy już je robią są cholernie dobre. Wykonane z niezwykle lekkiego, prawie czarnego drewna - dzięki temu możesz mierzyć i strzelać do celu z jednej ręki, do naciągania służy cięciwa ze ścięgien wilków - jedne z wytrzymalszych, groty do bełtów mają zadziory skierowane ku drzewcu - wyjmowanie ich jest niezwykle bolesne. A jeżeli dobrze wycelujesz możesz uszkodzić mięśnie lub nerwy ofiary - podał broń Shadow'owi, który z uśmiechem przypiął ją sobie do jednego z haczyków przy pasie.
Tigre próbował wyjąć z kufra dwa samurajskie miecze, ale nie potrafił. Nawet jeżeli były ciężkie, to myślę, że nie aż tak by nie mógł ich chociażby podnieść.
- Nie próbuj hahhahahah! Nawet za sto lat nie udałoby ci się ich podnieść a co dopiero nimi władać! - Snake był wielce uradowany, że jedna z silniejszych osób, które znamy nie potrafi podnieść zwykłych katan.
Blondyn skoczył i przykucnął na krawędzi kufra po czym z łatwością wyciągnął oba miecze. Przez chwilę przyglądał im się z powagą i fascynacją wymalowaną na twarzy a w końcu zauważyłem jakże charakterystyczny dla tego świra drapieżny uśmiech, który świadczył o jego zadowoleniu. Miecze przypiął na plecach i oblizał wargi swoim wężowym językiem. Naprawdę był zadowolony.
- Mam nadzieję, że zdajesz sobie sprawę jak trudnym zadaniem było ich naostrzenie. Nawet z Taurus'em ledwo mogliśmy je unieść - Tigre podrapał się karku - Czemu z taką łatwością możesz je trzymać? Wiem, że nie jesteś ode mnie silniejszy, więc czemu?
- Rājā nāga kō apanē āpa kī tulanā mata karō*! - często słyszałem to nadal niezrozumiałe dla mnie zdanie z ust Snake'a.
Nigdy nie chciał nam wytłumaczyć co ono znaczy, tak samo jego siostra. Dowiedziałem się tylko, że jest ono w jego rodzimym języku i mój kolega jest niezwykle dumny, że może je wypowiadać.

Podszedłem do Falcon, która siedziała przy drzwiach kuźni. Chciałem usiąść obok niej, ale ten durny sokół siedzący na jej ramieniu próbował mnie zaatakować. Po kilku nieudanych próbach przykucnąłem naprzeciwko niej. Nawet nie zwróciła na mnie uwagi.
- Nadal jesteś na nas obrażona?
- A nie widać? - założyła ręce na piersi i obróciła głowę.
- Wiesz...- zacząłem dosyć niepewnie - dziewczyna nie powinna obrażać się o byle co. Takich sytuacji będzie jeszcze bardzo dużo, wierz mi. To jak? Zgoda?
Wyciągnąłem do niej rękę lecz nie popatrzyła na mnie tylko mocniej zacisnęła pięści. Sokół przyglądnął się mojej ręce, nastroszył trochę pióra i dziobnął Falcon. Dziewczyna starała się nie reagować co przestało jej się udawać gdy ptak wszedł na jej głowe i wręcz maniakalnie wbijał w nią swoim dziobem. Wydaje mi się, że poznał moje intencje, które(tym razem) były dobre i chciał by również blondynka je zrozumiała.
- Dobra! Dobra! - krzyczała, a ja nie mogłem się powstrzymać od uśmiechu.
Gdy sokół z powrotem wrócił na jej ramię zaskrzeczał, przypomniało mi to śmiech. Falcon spojrzała na mnie niechętnie i wahając się podała mi dłoń. Pomogłem jej wstać akurat gdy pozostałe dwa oszołomy przyszły.
- Jako, że mamy dwie mapy podzielimy się na dwie grupy. Obecnie jesteśmy w części północnej - rozłożyłem mapę i pokazywałem poszczególne cele - regularnie czyszczonej przez Taurus'a i Tigre, nie mamy tu nic do roboty. Shadow, Snake - weźmiecie część wschodnią, ja i Falcon zachodnią. Trzeciego dnia spotkamy się w części południowej. Myślę, że w czwórkę uda nam się ją szybko wyczyścić w dobę.
- Do zobaczenia. Będę za tobą tęsknić złotko - Snake puścił oczko do blondynki.
- Bez wzajemności, padalcu!

*- zdanie, które wypowiedział Snake jest w języku Hindi (urzędowy język Indii).


1 komentarz:

  1. "niby-emo" rozwaliło mnie to... XDDD Wielkie propsy, Twoje opowiadanie nadal jest zajebiste i cudnie się czyta! c: I w ogóle dzięki, że o mnie wspomniałaś! XDD I NIE GUZDRAJ SIĘ TAK TERAZ Z NASTĘPNYM ROZDZIAŁEM! XD

    OdpowiedzUsuń