A więc tak...wiem, że wszyscy czekają na kolejne rozdziały, z miejsca uspokajam blog będzie nadal prowadzony, ale na razie nie mam zbytnio weny, aby pisać "Szkołę Zabójców".W ramach rekompensaty zapraszam was na Moje opowiadania gdzie być może wpisy będą pojawiać się częściej.
Proszę o wybaczenie, wszystkich czytelników :<
Szkoła zabójców
Ludzie nazywają zabójców potworami, ale to od nas zależy czy nimi zostaniemy - Nataniel Perrault.
niedziela, 23 sierpnia 2015
piątek, 3 kwietnia 2015
One shot - "Niewolnik"
W końcu udało mi się napisać ten one shot. Opowiada on o przeszłości Snake'a i Harpy.
Link możecie znaleźć w zakładce "One shot'y".
Zapraszam do czytania!
sobota, 24 stycznia 2015
7. Lochy cz.3.
Tablica zleceń:
1. Niestety nie wyrobię się z one shot'em do końca tego tygodnia, ale myślę, że w następnym już zostanie dodany ;)
2. Za to, że nie będzie one shot'a dodaję rozdział 7.
3. Zapraszam do głosowania w ankiecie >w<
4. Miłego czytania!
- Krwiiiii! Dajcie mi...jego...KRWIII!
Usłyszałem przeraźliwy wrzask, gdy się obudziłem.
- Morda, do cholery! Jesteś na odwyku Vamp, opanuj się!
Ten głos był mi znany, nawet za bardzo. Spróbowałem otworzyć oczy, aby zorientować się w sytuacji. Pierwsza próba zakończyła się niepowodzeniem bo światło dotkliwie mnie poraziło.
- Jesteś pewna, że nie mogę mu przyłożyć, żeby się w końcu zamknął?
- Będziesz bić bezbronnego?! - tym razem usłyszałem kobiecy głos.
- Jakieś pół godziny temu powalił naszego kolegę aby wypić jego krew i on jest niby bezbronny?!
- No...jest zakuty w łańcuchy!
- Pamiętaj Falcon - podparłem się na łokciach i oparłszy się o ścianę otworzyłem oczy - nikt w tym miejscu nie jest bezbronny.
- Jak się czujesz? - spytał Snake trzymając wcześniej wspomnianego Vamp'a za szyję.
- Jak trup - głowa bolała niemiłosiernie, tak samo lewa noga.
Czułem zapach krwi i to najpewniej mojej. Ściągnąłem maskę i kaptur po czym zacząłem sprawdzać skąd wydobywa się ciecz. Jak się okazało rana zasklepiła się już chwilę temu dzięki czemu życiodajny płyn przestał ze mnie wypływać. Pod palcami czułem zaschniętą krew, nie było to zbyt przyjemne, ale przeżywałem gorsze rzeczy.
Falcon przyglądała się mojej twarzy i wiedziałem, że jej uwagę najbardziej przykuwa moja blizna znajdująca się na lewym policzku - wkurzające. Pewnie zaraz zaczną się pytania: Skąd ją masz?
- Skąd- a nie mówiłem?!
- Nie muszę ci odpowiadać - warknąłem na dziewczynę i zmrużyłem oczy.
Nienawidzę takich sytuacji. Denerwuję się za każdym razem, gdy ktoś widzi tę bliznę. To małe cholerstwo na policzku jest nie do zniesienia. A zrobiłem je sobie przez czystą nieuwagę, mieszając jakieś chemikalia. Szczęście, że nie wypaliło mi reszty gęby.
Zmieńmy może temat, co? Powiem wam, kim jest Vamp. Żyje już od cholery i trochę a to dzięki temu, że jest wampirem. Snake wspomniał, że jest na odwyku. Nachlał się za dużo krwi i zaczęło go mdlić. Tracił przytomność i nie kontrolował odruchów swojego ciała. Jak pijak. Gdy pijał krew regularnie miał połyskujące czarne włosy i wyglądał na około 20 lat. Teraz są praktycznie białe i ma pełno zmarszczek a jego kły wystają poza jamę ustną. Myślę, że za niedługo dziadek go wypuści inaczej biedak zdechnie z pragnienia. A tak poza tym...strasznie się drze idiota jeden!
- Krwiiiiiiii!
- Weź go ucisz Snake, bo się drze jakby go ze skóry obdzierali!
- Nie, czek-
Falcon chciała go zatrzymać, ale w porę przywalić Vamp'owi w łeb. Ona naprawdę nie rozumie, że ludzie zamknięci w tym miejscu są naprawdę niebezpieczni. Głośniejszy nie znaczy słabszy, Vamp jest całkiem silny, gdyby napił się choć kilku kropel mojej krwi natychmiastowo odzyskałby siły i spokojnie przerwałby swoje kajdany.
Starłem krew z mojej twarzy i myślałem o założeniu maski, ale zrezygnowałem gdy ujrzałem, że jest przesiąknięta czerwoną substancją. Przytrzymując się krat wstałem i spróbowałem stanąć stabilnie, co uniemożliwiała mi lewa noga. Prawdopodobnie miałem stłuczoną którąś kość, jednak w obecnych warunkach nie mogłem jej w żaden sposób zabezpieczyć. Musieliśmy się stąd jak najszybciej wydostać. Czwarty poziom pilnowany był przez minotaury a my byliśmy obecnie na piątym. Tutaj jest o wiele gorzej. Korytarzy strzegą mureny lądowe. Wyglądają jak te, które żyją pod wodą jednak mogą się spokojnie poruszać na lądzie dzięki płucom. Dorastają do sześciu metrów długości a ich główną bronią jest błękitny gaz, który wypuszczają z pysków. Na mnie on nie działa, jestem odporny na wszelkiego rodzaju trucizny, ale inni zostaną sparaliżowani lub stracą przytomność przy kontakcie z tym gazem.
- Gdzie jest Shadow?
- Poszedł zorientować się gdzie jest wyjści- ej! A ty gdzie idziesz?! - Falcon była naprawdę zdenerwowana tą sytuacją.
Gdybym przeżywał coś takiego po raz pierwszy też bym się pewnie bał.
- Znaleźć go-
- Wróci po nas-
- Nie, nie wróci. Jak znam życie coś nas od siebie odgrodzi więc musimy jak najszybciej ruszyć za nim - mureny pewnie wyczuły już nasz zapach i tylko czekały aby nas wyłapać - czujesz jeszcze jego zapach, Snake?
Blondyn wysunął parę razy swój rozdwojony język.
- Taaa, ale nie tylko jego. Czuję mureny i jeszcze innych więźniów - trochę się skrzywił, ale momentalnie powrócił jego uśmiech - możliwe, że się dzisiaj zabawimy.
Wyjaśnię jeszcze jedną ważną rzecz. Cele nie są tutaj zamykane. Więźniowie chodzą gdzie im się żywnie podoba. Nie mogą opuszczać jedynie poziomów do których ich przydzielono. Skoro jesteśmy na piętrze piątym to możliwe, że znajdziemy Poisoner'a I. Nie byłoby źle, ale musiałbym się dostać do głównego korytarza aby skojarzyć drogę do jego celi.
I tak się kończą kary w tej szkole.
1. Niestety nie wyrobię się z one shot'em do końca tego tygodnia, ale myślę, że w następnym już zostanie dodany ;)
2. Za to, że nie będzie one shot'a dodaję rozdział 7.
3. Zapraszam do głosowania w ankiecie >w<
4. Miłego czytania!
- Krwiiiii! Dajcie mi...jego...KRWIII!
Usłyszałem przeraźliwy wrzask, gdy się obudziłem.
- Morda, do cholery! Jesteś na odwyku Vamp, opanuj się!
Ten głos był mi znany, nawet za bardzo. Spróbowałem otworzyć oczy, aby zorientować się w sytuacji. Pierwsza próba zakończyła się niepowodzeniem bo światło dotkliwie mnie poraziło.
- Jesteś pewna, że nie mogę mu przyłożyć, żeby się w końcu zamknął?
- Będziesz bić bezbronnego?! - tym razem usłyszałem kobiecy głos.
- Jakieś pół godziny temu powalił naszego kolegę aby wypić jego krew i on jest niby bezbronny?!
- No...jest zakuty w łańcuchy!
- Pamiętaj Falcon - podparłem się na łokciach i oparłszy się o ścianę otworzyłem oczy - nikt w tym miejscu nie jest bezbronny.
- Jak się czujesz? - spytał Snake trzymając wcześniej wspomnianego Vamp'a za szyję.
- Jak trup - głowa bolała niemiłosiernie, tak samo lewa noga.
Czułem zapach krwi i to najpewniej mojej. Ściągnąłem maskę i kaptur po czym zacząłem sprawdzać skąd wydobywa się ciecz. Jak się okazało rana zasklepiła się już chwilę temu dzięki czemu życiodajny płyn przestał ze mnie wypływać. Pod palcami czułem zaschniętą krew, nie było to zbyt przyjemne, ale przeżywałem gorsze rzeczy.
Falcon przyglądała się mojej twarzy i wiedziałem, że jej uwagę najbardziej przykuwa moja blizna znajdująca się na lewym policzku - wkurzające. Pewnie zaraz zaczną się pytania: Skąd ją masz?
- Skąd- a nie mówiłem?!
- Nie muszę ci odpowiadać - warknąłem na dziewczynę i zmrużyłem oczy.
Nienawidzę takich sytuacji. Denerwuję się za każdym razem, gdy ktoś widzi tę bliznę. To małe cholerstwo na policzku jest nie do zniesienia. A zrobiłem je sobie przez czystą nieuwagę, mieszając jakieś chemikalia. Szczęście, że nie wypaliło mi reszty gęby.
Zmieńmy może temat, co? Powiem wam, kim jest Vamp. Żyje już od cholery i trochę a to dzięki temu, że jest wampirem. Snake wspomniał, że jest na odwyku. Nachlał się za dużo krwi i zaczęło go mdlić. Tracił przytomność i nie kontrolował odruchów swojego ciała. Jak pijak. Gdy pijał krew regularnie miał połyskujące czarne włosy i wyglądał na około 20 lat. Teraz są praktycznie białe i ma pełno zmarszczek a jego kły wystają poza jamę ustną. Myślę, że za niedługo dziadek go wypuści inaczej biedak zdechnie z pragnienia. A tak poza tym...strasznie się drze idiota jeden!
- Krwiiiiiiii!
- Weź go ucisz Snake, bo się drze jakby go ze skóry obdzierali!
- Nie, czek-
Falcon chciała go zatrzymać, ale w porę przywalić Vamp'owi w łeb. Ona naprawdę nie rozumie, że ludzie zamknięci w tym miejscu są naprawdę niebezpieczni. Głośniejszy nie znaczy słabszy, Vamp jest całkiem silny, gdyby napił się choć kilku kropel mojej krwi natychmiastowo odzyskałby siły i spokojnie przerwałby swoje kajdany.
Starłem krew z mojej twarzy i myślałem o założeniu maski, ale zrezygnowałem gdy ujrzałem, że jest przesiąknięta czerwoną substancją. Przytrzymując się krat wstałem i spróbowałem stanąć stabilnie, co uniemożliwiała mi lewa noga. Prawdopodobnie miałem stłuczoną którąś kość, jednak w obecnych warunkach nie mogłem jej w żaden sposób zabezpieczyć. Musieliśmy się stąd jak najszybciej wydostać. Czwarty poziom pilnowany był przez minotaury a my byliśmy obecnie na piątym. Tutaj jest o wiele gorzej. Korytarzy strzegą mureny lądowe. Wyglądają jak te, które żyją pod wodą jednak mogą się spokojnie poruszać na lądzie dzięki płucom. Dorastają do sześciu metrów długości a ich główną bronią jest błękitny gaz, który wypuszczają z pysków. Na mnie on nie działa, jestem odporny na wszelkiego rodzaju trucizny, ale inni zostaną sparaliżowani lub stracą przytomność przy kontakcie z tym gazem.
- Gdzie jest Shadow?
- Poszedł zorientować się gdzie jest wyjści- ej! A ty gdzie idziesz?! - Falcon była naprawdę zdenerwowana tą sytuacją.
Gdybym przeżywał coś takiego po raz pierwszy też bym się pewnie bał.
- Znaleźć go-
- Wróci po nas-
- Nie, nie wróci. Jak znam życie coś nas od siebie odgrodzi więc musimy jak najszybciej ruszyć za nim - mureny pewnie wyczuły już nasz zapach i tylko czekały aby nas wyłapać - czujesz jeszcze jego zapach, Snake?
Blondyn wysunął parę razy swój rozdwojony język.
- Taaa, ale nie tylko jego. Czuję mureny i jeszcze innych więźniów - trochę się skrzywił, ale momentalnie powrócił jego uśmiech - możliwe, że się dzisiaj zabawimy.
Wyjaśnię jeszcze jedną ważną rzecz. Cele nie są tutaj zamykane. Więźniowie chodzą gdzie im się żywnie podoba. Nie mogą opuszczać jedynie poziomów do których ich przydzielono. Skoro jesteśmy na piętrze piątym to możliwe, że znajdziemy Poisoner'a I. Nie byłoby źle, ale musiałbym się dostać do głównego korytarza aby skojarzyć drogę do jego celi.
I tak się kończą kary w tej szkole.
czwartek, 15 stycznia 2015
6. Lochy cz.2.
Tablica zleceń:
1. W przyszłym tygodniu postaram się utworzyć zakładkę "One Shot's" w której to będą się pojawiać historie naszych bohaterów. Opisywać je będę z perspektywy innych bohaterów a nie jak dotychczas tylko i wyłącznie Poisoner'a.
2. Również w przyszłym tygodniu powinien się pokazać we wspomnianej wyżej zakładce pierwszy one shot pt."Niewolnik".
3. Rozdział jest bardzo, ale to bardzo krótki, gdyż w nadchodzącym tygodniu nie będę mieć dostępu do laptopa, a jednak chciałam abyście go otrzymali.
4. Dziękuje wszystkim czytelnikom za cierpliwość do mnie ^^"
- Jeżeli cię teraz puszczę...zdążę jeszcze przeskoczyć - mówiłem śmiertelnie poważnie.
Czułem, że ziemia drży pod ciężkimi kopytami pędzącego na nas minotaura. Falcon patrzyła na mnie błagalnie mocniej ściskając moją rękę. Ryk bestii mówił mnie, że czas się kończy.
- Wciągaj ją i skaczcie!
Opuściłem dziewczynę trochę niżej, niewiele brakowało jej do paniki. Jeszcze mocniej mnie ścisnęła i oparła nogę o ścianę próbując się wspiąć.
- To nie jest zabawne idioto! Nie żartuj w takim momencie! - Rat była chyba coraz mniej pewna.
- O-on...nie żartuje...
- Punkt dla ciebie za spostrzegawczość - mój głos wyrażał obojętność, która musiała dotknąć dziewczyny.
- C-co więc za-zamierzasz zrobić? - brązowowłosa upadła na kolana jakby nie wierząc w moje słowa i zamiary.
Obejrzałem się za siebie. Nie było już ratunku, nawet dla mnie, stwór był zdecydowanie zbyt blisko.
- Co chcesz zrobić?
Uśmiechnąłem się prawdopodobnie jak szaleniec a moje oczy błysnęły niebezpiecznie. Spojrzałem na blondynkę:
- Coś głupiego - powiedziawszy to skoczyłem do otchłani, ciągle mocno trzymając dłoń Falcon.
Podczas spadania starałem się obrócić tak by moje plecy były skierowane w dół. Gdy już mi się udało przyciągnąłem do siebie dziewczynę. Jej plecy oparły się o moją klatkę piersiową, a ja objąłem ją ramionami.
- Co ty-!
- Gha! - w tym momencie wleciałem na deski, które złamały się pod wpływem naszego ciężaru.
Po kolejnych pięciu sekundach lotu spadłem na twardą posadzkę i wręcz zawyłem z bólu. Tył głowy pulsował tępym bólem a oczy zaszły mi mgłą. Jedyne co poczułem w tej chwili oprócz tego niesamowitego cierpienia to ciało Falcon, które wyślizgnęło się z moich objęć. Ból był tak silny, że przyćmiewał wszystkie inne odczucia. Przewróciłem się na brzuch i przeczołgałem pod jedną z cel po czym spróbowałem podciągnąć się na kratach i wstać. Zanim to zrobiłem popatrzyłem w głąb korytarza jednak moje ciało odmawiało mi posłuszeństwa i widziałem tylko ciemność, a raczej...czerwień? W tym momencie nie mogłem się skupić zbytnio na myśleniu przez niewyobrażalny ból, który przeszył moją lewą nogę i powalił mnie znów na ziemię. Wydawało mi się, że krzyczę ale nawet tego nie byłem pewien. Resztkami sił próbowałem wstać, gdy zostałem powalony mocnym uderzeniem w głowę.
1. W przyszłym tygodniu postaram się utworzyć zakładkę "One Shot's" w której to będą się pojawiać historie naszych bohaterów. Opisywać je będę z perspektywy innych bohaterów a nie jak dotychczas tylko i wyłącznie Poisoner'a.
2. Również w przyszłym tygodniu powinien się pokazać we wspomnianej wyżej zakładce pierwszy one shot pt."Niewolnik".
3. Rozdział jest bardzo, ale to bardzo krótki, gdyż w nadchodzącym tygodniu nie będę mieć dostępu do laptopa, a jednak chciałam abyście go otrzymali.
4. Dziękuje wszystkim czytelnikom za cierpliwość do mnie ^^"
- Jeżeli cię teraz puszczę...zdążę jeszcze przeskoczyć - mówiłem śmiertelnie poważnie.
Czułem, że ziemia drży pod ciężkimi kopytami pędzącego na nas minotaura. Falcon patrzyła na mnie błagalnie mocniej ściskając moją rękę. Ryk bestii mówił mnie, że czas się kończy.
- Wciągaj ją i skaczcie!
Opuściłem dziewczynę trochę niżej, niewiele brakowało jej do paniki. Jeszcze mocniej mnie ścisnęła i oparła nogę o ścianę próbując się wspiąć.
- To nie jest zabawne idioto! Nie żartuj w takim momencie! - Rat była chyba coraz mniej pewna.
- O-on...nie żartuje...
- Punkt dla ciebie za spostrzegawczość - mój głos wyrażał obojętność, która musiała dotknąć dziewczyny.
- C-co więc za-zamierzasz zrobić? - brązowowłosa upadła na kolana jakby nie wierząc w moje słowa i zamiary.
Obejrzałem się za siebie. Nie było już ratunku, nawet dla mnie, stwór był zdecydowanie zbyt blisko.
- Co chcesz zrobić?
Uśmiechnąłem się prawdopodobnie jak szaleniec a moje oczy błysnęły niebezpiecznie. Spojrzałem na blondynkę:
- Coś głupiego - powiedziawszy to skoczyłem do otchłani, ciągle mocno trzymając dłoń Falcon.
Podczas spadania starałem się obrócić tak by moje plecy były skierowane w dół. Gdy już mi się udało przyciągnąłem do siebie dziewczynę. Jej plecy oparły się o moją klatkę piersiową, a ja objąłem ją ramionami.
- Co ty-!
- Gha! - w tym momencie wleciałem na deski, które złamały się pod wpływem naszego ciężaru.
Po kolejnych pięciu sekundach lotu spadłem na twardą posadzkę i wręcz zawyłem z bólu. Tył głowy pulsował tępym bólem a oczy zaszły mi mgłą. Jedyne co poczułem w tej chwili oprócz tego niesamowitego cierpienia to ciało Falcon, które wyślizgnęło się z moich objęć. Ból był tak silny, że przyćmiewał wszystkie inne odczucia. Przewróciłem się na brzuch i przeczołgałem pod jedną z cel po czym spróbowałem podciągnąć się na kratach i wstać. Zanim to zrobiłem popatrzyłem w głąb korytarza jednak moje ciało odmawiało mi posłuszeństwa i widziałem tylko ciemność, a raczej...czerwień? W tym momencie nie mogłem się skupić zbytnio na myśleniu przez niewyobrażalny ból, który przeszył moją lewą nogę i powalił mnie znów na ziemię. Wydawało mi się, że krzyczę ale nawet tego nie byłem pewien. Resztkami sił próbowałem wstać, gdy zostałem powalony mocnym uderzeniem w głowę.
niedziela, 11 stycznia 2015
5. Lochy cz.1.
Tablica zleceń:
1. Kangurze, dziękuję za codzienne dręczenie mnie o nowy rozdział. I nie mówię tego w negatywnym sensie. Jestem naprawdę szczęśliwa, że ktoś mnie zmusza do roboty, bo sama z siebie pewnie nie wzięłabym się za rozdział.
2. Jeżeli ktoś ma pomysł na jakiegoś zabójcę lub po prostu postać możecie napisać. Mam ich trochę napisane, ale im więcej tym lepiej.
3. Czy chcielibyście abym pisała One-shot'y? Z jakiejś akcji, przeszłości bohaterów, historii "Szkoły Zabójców".
4. Kolejne podziękowania dla Kangura, za kilka postaci, które dołączą do grona naszych kochanych psychopatów >w<
5. Rozdział nie wyszedł tak jakbym chciała :<
Myślałem, że Falcon będzie się na mnie drzeć lub próbować zabić, ale...nic takiego się nie działo. Jednak postanowiła zakopać topór wojenny, przynajmniej na czas pobytu w lochach. Szła jakieś sześć metrów za mną i rozmawiała ze swoim sokołem. Zapomniałem wspomnieć, że ma talent władcy zwierząt. Tak jak Hound Lady kontroluje i rozumie psy tak Falcon rozumie sokoły. Raczej szeptała, a dzieląca nas odległość uniemożliwiała mi usłyszenie jakiegokolwiek słowa.
Im dalej zapuszczaliśmy się w zachodnią część tym intensywniejszy stawał się mrok i poczucie izolacji. Tak naprawdę byliśmy odcięci od reszty świata. Na noc Taurus i Tigre spuszczali kraty oddzielające kuźnię od reszty trzeciego poziomu, co by jakieś dziadostwo nie przelazło na górne części chociaż pomiędzy trzecim a czwartym piętrem znajduje się solidna brama. Gdyby jednak jakimś cudem została sforsowana wątpiłbym w swoje przeżycie.
Przeszliśmy już spory kawałek głównego korytarza i minęliśmy wiele pustych cel (trzeci poziom przestał funkcjonować jako więzienie), zabijając po drodze (czyt. ja unicestwiałem wszelkie żyjątka, Falcon tylko patrzyła). Zeszło nam tak do północy i myślałem, że obejdzie się bez większego uszczerbku na zdrowiu fizycznym bo na psychiczne to już za późno. Lecz w pewnym momencie blondynka krzyknęła, jak się okazało wlazła w jak najbardziej żywy, obślizgły, wiecznie głodny, trujący a na dodatek żrący szlam...kurwa! Żrący! Podbiegłem i włożyłem rękę do tej brei by zmiażdżyć jej słaby punkt, a jest nim sześcienny rdzeń. Tylko dzięki niemu ten ił produkuje związki chemiczne niebezpieczne dla otoczenia, gdy znika wszystkie procesy zostają zatrzymane i cofnięte a to co zostaje jeśli chodzi o smak nie jest najgorsze.
Falcon upadła trzymając się za prawą nogę a na jej twarzy pojawiła się ekspresja świadcząca o bólu. Podszedłem do niej chcąc opatrzyć zapewne ranę lecz nie pozwoliła mi jej zobaczyć. I bądź tu człowieku miły.
- Pokaż mi to - powiedziałem głosem spokojnym, ale stanowczym.
- Nic mi nie jest, odejdź!
- Przestaniesz wreszcie patrzeć na mnie wilkiem? Wiesz przecież, że nie zrobię ci krzywdy, pokaż mi to!
- Nic. Mi. Nie. Jest - wycedziła przez zęby ciągle patrząc na mnie złowrogo.
Trochę się wkurzyłem. Była ranna, a nie chciała się do tego przyznać, ale to już jej problem. Głośno westchnąłem po czym wstałem i zacząłem iść dalej korytarzem.
- G-gdzie ty idziesz?
- Dalej czyścić ten przybytek chwalebny, a co?
- Czekaj- urwała.
- Tak?
Spojrzałem na nią. Usta zacisnęła w wąska linię i szybko odwróciła wzrok. Po chwili jednak spojrzała mi w oczy i z wielkim trudem...
- Czy...czy mógłbyś mi pomóc?
- Jasne - uklęknąłem naprzeciwko niej.
Ten cholerny śluz przeżarł się przez jej zbroję i wyglądało na to, że dobrał się również do mięska. Wyjąłem z torby spirytus salicylowy i zacząłem odkażać ranę. Falcon syknęła z bólu i przygryzła wargi.
Gdy skończyłem bandażować jej nogę usłyszałem pisk. Obróciłem głowę i ujrzałem szczura. Gryzoń na pełnej prędkości skoczył na mnie i zamienił się w człowieka, straciłem równowagę i poleciałem tak z pięć metrów, a zmiennokształtna wylądowała na mnie.
- Rat! Co ci odwa-?! - nie dałem rady dokończyć bo dziewczyna mnie spoliczkowała.
Rat - zmiennokształtna (zamienia się w szczura), jasno-brązowe włosy, z których robi warkocz, strachliwa, niezdarna, zakłada brązowe jeansy i kozaki oraz bluzkę, która podkreśla jej walory.
- Wybacz! To bardzo ważne! Tigre został ogłuszony i ktoś włamał się do sterowni! Poziom trzeci jest połączony z czwartym do tego pułapki zostały aktywowane! Dźwignie urwane! Nie możemy z powrotem zamknąć wrót! Minotaury właśnie do nas idą!
Zbladłem. Minotaury...to słowo cały czas przewijało się w moich myślach. Nie mamy z nimi szans, są szybsze, silniejsze i wytrzymalsze. Moje trucizny działają z opóźnieniem i to dość sporym, Falcon jest po prostu za słaba by z nimi walczyć, Snake może dałby sobie radę z jendym, Rat jest tchórzem uciekła by przy pierwszej lepszej okazji. Jedyną nadzieją jest Shadow, ale żeby do niego dotrzeć musimy przedostać się do wschodniej części. Jeszcze te pułapki...to komplikuje nieco sprawę.
- Po pierwsze: złaź ze mnie. Po drugie: Falcon, możesz chodzić? - dziewczyna stanęła i przeszła parę kroków, mogła - po trzecie-
Urwałem. Usłyszałem głośne oddechy. Zza rogu wyszedł...minotaur. Ogromne brunatne cielsko zasłaniało większą część korytarza, czarny pancerz połyskiwał od ognia pochodni, złote oczy błyszczały złowrogo a topór w jego łapach nie wróżył nic dobrego.
- Ja-ja-ja-jakiś p-p-pomysły P-p-poisoner? - dziewczyny prawie, że jednocześnie zapytały trzęsąc się przy tym jak na syberyjskim mrozie.
Jak ja mam coś wymyślić w takiej sytuacji do jasnej cholery, co?! Co można zrobić w takiej gównianej sytuacji?!
Z niewiadomych mi przyczyn to bydle nie rzuciło się na nas tylko ciągle węszyło. I wtedy sobie przypomniałem! Minotaury mają kiepski wzrok dlatego polegają głównie na węchu i słuchu.
- Wstańcie powoli - szepnąłem - i POWOLI zacznijcie się cofać.
Zrobiliśmy tak jak powiedziałem i zaczęliśmy się oddalać od stwora, który ruszał nerwowo łbem i strzygł uszami, a jego ogon poruszał się niespokojnie. Wszystko byłoby dobrze gdyby nie silny podmuch wiatru ze wchodu, który przyniósł nas zapach do nozdrzy minotaura. Bydle ryknęło głośno i ruszyło w naszym kierunku.
- Co teraz? - spytała Falcon nie odrywając spojrzenia od bestii.
- Uciekajcie...
- Co?
- Uciekajcie do cholery! - krzyknąłem i zerwałem się do wyżej wspomnianej czynności.
Pierwsza biegła Rat w formie szczura, później Falcon i ja na końcu. Nie wiem czy byłem w tym momencie odważny czy po prostu głupi, ale chciałem zapewnić im minimalne szanse na przeżycie, które i tak były bliskie zeru. Minotaur był coraz bliżej nas, postanowiłem się zatrzymać i z nim walczyć gdyby zaszła taka potrzeba. Miałem zamiar to zrobić, naprawdę, ale nie dano mi wykazać się moim bohaterstwem. Falcon nadepnęła na płytkę i uruchomiła pułapkę. Płyty zaczęły się rozsuwać i pomiędzy nami a Rat pojawiła się przepaść. W ostatnim momencie uchroniłem blondynkę przed upadkiem łapiąc jej rękę. Obejrzałem się i zdałem sobie sprawę, że zanim wciągnę tutaj dziewczynę minotaur nas dopadnie.
- Jeżeli ci teraz puszczę,,,zdążę jeszcze przeskoczyć na drugą stronę - wypowiedziałem to śmiertelnie poważnie.
1. Kangurze, dziękuję za codzienne dręczenie mnie o nowy rozdział. I nie mówię tego w negatywnym sensie. Jestem naprawdę szczęśliwa, że ktoś mnie zmusza do roboty, bo sama z siebie pewnie nie wzięłabym się za rozdział.
2. Jeżeli ktoś ma pomysł na jakiegoś zabójcę lub po prostu postać możecie napisać. Mam ich trochę napisane, ale im więcej tym lepiej.
3. Czy chcielibyście abym pisała One-shot'y? Z jakiejś akcji, przeszłości bohaterów, historii "Szkoły Zabójców".
4. Kolejne podziękowania dla Kangura, za kilka postaci, które dołączą do grona naszych kochanych psychopatów >w<
5. Rozdział nie wyszedł tak jakbym chciała :<
Myślałem, że Falcon będzie się na mnie drzeć lub próbować zabić, ale...nic takiego się nie działo. Jednak postanowiła zakopać topór wojenny, przynajmniej na czas pobytu w lochach. Szła jakieś sześć metrów za mną i rozmawiała ze swoim sokołem. Zapomniałem wspomnieć, że ma talent władcy zwierząt. Tak jak Hound Lady kontroluje i rozumie psy tak Falcon rozumie sokoły. Raczej szeptała, a dzieląca nas odległość uniemożliwiała mi usłyszenie jakiegokolwiek słowa.
Im dalej zapuszczaliśmy się w zachodnią część tym intensywniejszy stawał się mrok i poczucie izolacji. Tak naprawdę byliśmy odcięci od reszty świata. Na noc Taurus i Tigre spuszczali kraty oddzielające kuźnię od reszty trzeciego poziomu, co by jakieś dziadostwo nie przelazło na górne części chociaż pomiędzy trzecim a czwartym piętrem znajduje się solidna brama. Gdyby jednak jakimś cudem została sforsowana wątpiłbym w swoje przeżycie.
Przeszliśmy już spory kawałek głównego korytarza i minęliśmy wiele pustych cel (trzeci poziom przestał funkcjonować jako więzienie), zabijając po drodze (czyt. ja unicestwiałem wszelkie żyjątka, Falcon tylko patrzyła). Zeszło nam tak do północy i myślałem, że obejdzie się bez większego uszczerbku na zdrowiu fizycznym bo na psychiczne to już za późno. Lecz w pewnym momencie blondynka krzyknęła, jak się okazało wlazła w jak najbardziej żywy, obślizgły, wiecznie głodny, trujący a na dodatek żrący szlam...kurwa! Żrący! Podbiegłem i włożyłem rękę do tej brei by zmiażdżyć jej słaby punkt, a jest nim sześcienny rdzeń. Tylko dzięki niemu ten ił produkuje związki chemiczne niebezpieczne dla otoczenia, gdy znika wszystkie procesy zostają zatrzymane i cofnięte a to co zostaje jeśli chodzi o smak nie jest najgorsze.
Falcon upadła trzymając się za prawą nogę a na jej twarzy pojawiła się ekspresja świadcząca o bólu. Podszedłem do niej chcąc opatrzyć zapewne ranę lecz nie pozwoliła mi jej zobaczyć. I bądź tu człowieku miły.
- Pokaż mi to - powiedziałem głosem spokojnym, ale stanowczym.
- Nic mi nie jest, odejdź!
- Przestaniesz wreszcie patrzeć na mnie wilkiem? Wiesz przecież, że nie zrobię ci krzywdy, pokaż mi to!
- Nic. Mi. Nie. Jest - wycedziła przez zęby ciągle patrząc na mnie złowrogo.
Trochę się wkurzyłem. Była ranna, a nie chciała się do tego przyznać, ale to już jej problem. Głośno westchnąłem po czym wstałem i zacząłem iść dalej korytarzem.
- G-gdzie ty idziesz?
- Dalej czyścić ten przybytek chwalebny, a co?
- Czekaj- urwała.
- Tak?
Spojrzałem na nią. Usta zacisnęła w wąska linię i szybko odwróciła wzrok. Po chwili jednak spojrzała mi w oczy i z wielkim trudem...
- Czy...czy mógłbyś mi pomóc?
- Jasne - uklęknąłem naprzeciwko niej.
Ten cholerny śluz przeżarł się przez jej zbroję i wyglądało na to, że dobrał się również do mięska. Wyjąłem z torby spirytus salicylowy i zacząłem odkażać ranę. Falcon syknęła z bólu i przygryzła wargi.
Gdy skończyłem bandażować jej nogę usłyszałem pisk. Obróciłem głowę i ujrzałem szczura. Gryzoń na pełnej prędkości skoczył na mnie i zamienił się w człowieka, straciłem równowagę i poleciałem tak z pięć metrów, a zmiennokształtna wylądowała na mnie.
- Rat! Co ci odwa-?! - nie dałem rady dokończyć bo dziewczyna mnie spoliczkowała.
Rat - zmiennokształtna (zamienia się w szczura), jasno-brązowe włosy, z których robi warkocz, strachliwa, niezdarna, zakłada brązowe jeansy i kozaki oraz bluzkę, która podkreśla jej walory.
- Wybacz! To bardzo ważne! Tigre został ogłuszony i ktoś włamał się do sterowni! Poziom trzeci jest połączony z czwartym do tego pułapki zostały aktywowane! Dźwignie urwane! Nie możemy z powrotem zamknąć wrót! Minotaury właśnie do nas idą!
Zbladłem. Minotaury...to słowo cały czas przewijało się w moich myślach. Nie mamy z nimi szans, są szybsze, silniejsze i wytrzymalsze. Moje trucizny działają z opóźnieniem i to dość sporym, Falcon jest po prostu za słaba by z nimi walczyć, Snake może dałby sobie radę z jendym, Rat jest tchórzem uciekła by przy pierwszej lepszej okazji. Jedyną nadzieją jest Shadow, ale żeby do niego dotrzeć musimy przedostać się do wschodniej części. Jeszcze te pułapki...to komplikuje nieco sprawę.
- Po pierwsze: złaź ze mnie. Po drugie: Falcon, możesz chodzić? - dziewczyna stanęła i przeszła parę kroków, mogła - po trzecie-
Urwałem. Usłyszałem głośne oddechy. Zza rogu wyszedł...minotaur. Ogromne brunatne cielsko zasłaniało większą część korytarza, czarny pancerz połyskiwał od ognia pochodni, złote oczy błyszczały złowrogo a topór w jego łapach nie wróżył nic dobrego.
- Ja-ja-ja-jakiś p-p-pomysły P-p-poisoner? - dziewczyny prawie, że jednocześnie zapytały trzęsąc się przy tym jak na syberyjskim mrozie.
Jak ja mam coś wymyślić w takiej sytuacji do jasnej cholery, co?! Co można zrobić w takiej gównianej sytuacji?!
Z niewiadomych mi przyczyn to bydle nie rzuciło się na nas tylko ciągle węszyło. I wtedy sobie przypomniałem! Minotaury mają kiepski wzrok dlatego polegają głównie na węchu i słuchu.
- Wstańcie powoli - szepnąłem - i POWOLI zacznijcie się cofać.
Zrobiliśmy tak jak powiedziałem i zaczęliśmy się oddalać od stwora, który ruszał nerwowo łbem i strzygł uszami, a jego ogon poruszał się niespokojnie. Wszystko byłoby dobrze gdyby nie silny podmuch wiatru ze wchodu, który przyniósł nas zapach do nozdrzy minotaura. Bydle ryknęło głośno i ruszyło w naszym kierunku.
- Co teraz? - spytała Falcon nie odrywając spojrzenia od bestii.
- Uciekajcie...
- Co?
- Uciekajcie do cholery! - krzyknąłem i zerwałem się do wyżej wspomnianej czynności.
Pierwsza biegła Rat w formie szczura, później Falcon i ja na końcu. Nie wiem czy byłem w tym momencie odważny czy po prostu głupi, ale chciałem zapewnić im minimalne szanse na przeżycie, które i tak były bliskie zeru. Minotaur był coraz bliżej nas, postanowiłem się zatrzymać i z nim walczyć gdyby zaszła taka potrzeba. Miałem zamiar to zrobić, naprawdę, ale nie dano mi wykazać się moim bohaterstwem. Falcon nadepnęła na płytkę i uruchomiła pułapkę. Płyty zaczęły się rozsuwać i pomiędzy nami a Rat pojawiła się przepaść. W ostatnim momencie uchroniłem blondynkę przed upadkiem łapiąc jej rękę. Obejrzałem się i zdałem sobie sprawę, że zanim wciągnę tutaj dziewczynę minotaur nas dopadnie.
- Jeżeli ci teraz puszczę,,,zdążę jeszcze przeskoczyć na drugą stronę - wypowiedziałem to śmiertelnie poważnie.
poniedziałek, 5 stycznia 2015
4. Do lochów by się szło...
Tablica zleceń:
1. Zmieniłam lekko wygląd Poisoner'a - zamiast ciemno-zielonej szaty ma teraz bordową z czarnymi wykończeniami (wydawał mi się wcześniej zbyt tęczowy XD)
2. Co sądzicie o playliście? Nie jest to wersja finalna więc możecie zasugerować mi jakiś tytuł, doradzić również, który według was nie pasuje.
3. Niektórzy zapewne długo czekali i jestem wam za to wdzięczna a szczególnie Nao, która mnie zmotywowała do napisania kolejnego rozdziału jak i Różowy Kangur i Sylwia - nękano mnie, oj nękano X3
Biblioteka znajduje się w starej wieży, która posiada ponad 200 pięter. Na powierzchnię wystaje jakieś 30, są to jedyne udostępnione dla uczniów. Tą przeogromną skarbnicą wiedzy zajmują się gargulce, które karzą za zwracanie uszkodzonych książek. Przejścia na dolne poziomy pilnuje Sfinks, lubi naszą trójkę bo w ramach kar przychodziliśmy sprzątać bibliotekę. Mogę powiedzieć, że więcej nauczyłem się tu niż na lekcjach. Przynajmniej z mitologii, o niej to Sfinks potrafiła nawijać godzinami.
Podeszliśmy do szarego gargulca siedzącego na olbrzymiej księdze. Odkąd pamiętam zajmował ów stanowisko. Jednak zasłużył sobie. Kilkadziesiąt lat temu broniąc biblioteki stracił lewe skrzydło, większą część ogona i kawałek głowy wraz z prawym okiem, co daje obecnie dość upiorny widok.
- Dobry, ja po mapy na 3 piętro lochów. Można się dowiedzieć gdzie są? - powiedziałem uprzejmie.
- Tam gdzieś je gałganie odstawił ostatnim razem - co za wredny kawał marmuru.
Gargulec zmrużył oko przyglądając się nam przez chwilę po czym odcharknął i niechętnie wyjawił nam lokalizację szukanych obiektów.
- 7 poziom, gówniarze! Żeby mi się to więcej nie powtórzyło!
- Słyszałeś Sha-
- Już! Na pewno! On nie pójdzie! - ta kupa marmuru działa mi na nerwy.
- To Snake-
- Żeby coś zniszczył?!
- Więc ja-
- Ktoś tych dwóch musi pilnować!
I tu wtrąciła się Falcon.
- Emm, to może ja pójdę?
Gargulec machnął ręką na znak zgody i usiadł po turecku a blondynka pobiegła po mapy. Zapadła niezręczna cisza. Zapewne trwałaby długo, ale Snake spadł z krzesła i zniszczył całą powagę.
- Idiota - warknął Shadow.
- Dopiero teraz to zauważyłeś? - spytał blondyn szczerząc się.
- Zamknąć się nieznośne bachory! - ryknął gargulec.
Stworzenie popatrzyło krzywo na chłopaków, którzy niechętnie skończyli sprzeczkę. Salomon (bo takie imię nosi ów gargulec) położył łapy na kolanach i nachylił się.
- Dziwne rzeczy dzieją się w lochach - szepnął, bacznie mi się przyglądając.
- Co masz na myśli mówiąc "dziwne"? - spojrzałem gdzieś w dal.
- Przekonacie się już na dole i nie będzie to nic przyjemnego - stwierdził po czym oparł głowę na rękach i zasnął.
- Durny kawał mar-
- Trochę szacunku gówniarzu! Wiesz ile ja mam lat?! - Salomon uderzył mnie pięścią w głowę.
- Na pewno więcej niż wyglądasz, bazalcie - prychnąłem i odszedłem na bezpieczną odległość.
- Masz szczęście, że twój dziadek jest tu dyrektorem, szczeniaku!
- Przestań się drzeć! Wiesz, że zmiennokształtni mają dosyć wyostrzone niektóre zmysły, prawda? - Snake uśmiechnął się wrednie...znowu.
- A żeby ci bębenki uszne pękły, gadzie!
Gdy Falcon (w końcu!) przyszła, Salomonowi z nerwów zaczęła lecieć piana z pyska. Dziewczyna nie zrozumiała sytuacji, a my nie mieliśmy chęci jej tłumaczyć więc ruszyliśmy. Po drodze zahaczyliśmy jeszcze o mój pokój z którego zabrałem "prezent" dla Wolfen'a i Lupo. Durna blondynka dopytywała się co wziąłem, lekko skłamałem, że wódkę i się odczepiła. Przecież nie mogłem jej powiedzieć, że w kieszeni trzymam środki uspokajające jak i usypiające dla wilkołaków...chociaż? Czemu nie! Myślę, że o wiele bardziej przejęła by się gdyby wiedziała o cyjanku, który regularnie zażywam. Czasami czuję się jak narkoman i widzę, że moje ciało zachowuje się podobnie. Gdy dochodzę do mojego limitu, organizm buntuje się i zmusza mnie do szybkiego pozbycia się trucizny, za to następnym razem mogę przyjmować jej więcej.
Schodziliśmy właśnie do lochów. Tak, do lochów. Zapewne powinienem iść zanieść "lekarstwo" profesorkowi do gabinetu rzecz w tym, że Wolfen na czas pełni księżyca przenosi się na drugi poziom lochów, tak na wszelki wypadek, gdyby środki nie zadziałały lub były zbyt słabe. Jeżeli tak by się stało od parteru szkoły czyli również od uczniów dzieli go jedno piętro a nawet jeżeli po przemianie dostałby się na nie to nadal oddzielają go wrota zrobione ze stopu stali i srebra. Jak wiadomo ów metal szlachetny w sprawnych rękach jest zabójczą bronią dla wilkołaków, a jako drzwi skutecznie osłabia ich nadludzką siłę.
Z Wolfen'em nie rozmawialiśmy długo, zapytałem o stan Lupo i dałem nauczycielowi kartkę z dawkowaniem substancji dla niego jak i młodego. Potem ruszyliśmy dalej na trzeci poziom tych przeklętych podziemi. Tak źle mówię o tym miejscu a w gruncie rzeczy lubię tutaj przebywać. Mogę się wyszaleć do woli i czasami spotkać z moim mentorem. Od małego byłem strasznie ciekawski i grzebałem w książkach, które na pierwszy rzut oka nie powinny zainteresować pięciolatka. I tak dokopałem się do mojego drzewa genealogicznego. Zainteresowało mnie, że mój ojciec ma dwóch braci o których ja nie miałem pojęcia. Jednym z nich był Poisoner I, mój mentor posiadający te same zdolności co ja. Gdy wybrałem go sobie na opiekuna okazało się, że tuż po moich narodzinach trafił z niewiadomych mi przyczyn do więzienia znajdującego się na piątym pietrze lochów. Z ciężkim sercem widziałem jak dziadek zezwala mi się z nim spotykać a furia jaką ujrzałem w oczach mojego ojca po tym jak się o tym dowiedział była nie do opisania. Same lochy są miejscem przerażającym, niebezpiecznym i obrzydliwym. Obrzydliwe...no cóż, zostaliśmy wyznaczeni na sprzątanie tego przybytku, ale co można sprzątać w takim miejscu? Szlam. Czerwony, obślizgły i za życia trujący szlam. Najgorsze jest to, że to...to coś się porusza a dla niektórych karą jest jedzenie tego ścierwa, bo tutaj nic innego nie ma, ale muszę powiedzieć, że mi i chłopakom przypadło do gustu (trzeba tylko trochę podsmażyć). Przerażające i niebezpieczne ze względu na mityczne, magiczne jak i zwykle kreatury czy zwierzęta, które stanowią zabezpieczenie. Weźmy na ten przykład minotaury: stworzenia te, są nastawione wyjątkowo agresywnie do wszelkich żywych form życia, jednak więźniów zostawiają w spokoju (jeżeli są oni w swoich celach). Jedynymi osobami, które mogą się bezpiecznie poruszać w ich towarzystwie jest Blue Ghostlight(jako dyrektor szkoły) i Taurus, kowal. Jest wysokim, barczystym mężczyzną w średnim wieku. Ma czerwone oczy(co nawet u nas jest rzadkim zjawiskiem), długie jasno-brązowe włosy, które związuje w koński ogon i twarz pokrytą mozaiką blizn. Należy do zmiennokształtnych a jego zdolność pozwala mu się przemieniać w zwykłego byka jak i minotaura. Jego dom będący również kuźnią znajduje się przy samym wejściu na trzeci poziom. Tam wykuwa i przechowuje dla nas broń. W jednym z pokoi znajduję się sterownia lochów. Chodzi o odcinanie niektórych pięter od zagrożeń.
- Jak miło was widzieć! Hahaha! - jak zwykle przywitał nas Tigre, czeladnik Taurus'a.
- Uważaj bo ci kiedyś przez przypadek przystanę na tym ogonie, kiciu - odpowiedziałem z wrednym uśmiechem.
Co można o nim powiedzieć? Ma 21 lat, zazwyczaj miły i z poczuciem humoru. Swoje pomarańczowe kłaki stawia na żelu by nadać im drapieżnego wyglądu. Zapewne wszyscy chcieliby się dowiedzieć o co chodzi z ogonem i dlaczego mówię do niego "kiciu". Otóż Tigre jest zmiennokształtnym a z nazwy można wywnioskować, że jest tygrysem. Chyba nigdy nie widziałem go w postaci ludzkiej. Praca w kuźni jest ciężka i potrzeba do niej sporo siły, którą nasz czeladnik uzyskuje przyjmując formę humanoidalnego tygrysa. W tej postaci posiada wyprostowaną, ludzką postawę i ręce, a cechami przejętymi od tego wielkiego kota są uszy, ramiona, nogi, pazury, pręgowana sierść i właśnie ogon. "Kicia" jest dla niego najbardziej obraźliwym przezwiskiem zważywszy na to jak potężne i grożna zwierze reprezentuje a ogon najwrażliwszą częścią ciała.
Chłopak obnażył kły i złowróżbnie zamruczał. Widziałem jak jego ogon porusza się niespokojnie ukazując tym samym zdenerwowanie właściciela. Spojrzałem na niego z politowaniem i chyba zrozumiał, że daje się wkręcać gówniarzowi, który nawet szkoły nie ukończył.
- Nie rozumiem, dlaczego lubisz tak denerwować innych - Shadow...anioł stróż i głos sumienia się znalazł.
- Bo to cholernie satysfakcjonujące mój drogi przyjacielu, a wracając do rzeczy ważnych...czy nasze zamówienia zostały już wykonane? - zwróciłem się do Tigre, a na jego twarzy zauważyłem uśmiech mówiący: "Czyżbyś wątpił?"
- Taa...- czeladnik zniknął na moment za którymiś drzwiami by przynieść sporych rozmiarów kufer - Tak jak chciałeś dwu i pół-metrowa kosa bojowa. Ostrze jest z tego samego stopu co wrota do lochów, więc nie ulegnie kwasom. Możesz spokojnie nanosić na nie trucizny, nie ma możliwości by ta broń rozpuściła się jak ostatnia glewia. Shadow...
Brunet podszedł do nas, a tygrys złapał go za płaszcz i podniósł do góry na około metr.
- Jeszcze raz zlecisz coś takiego to sam cię tym zastrzelę, zrozumiałeś? - Shadow nic nie odpowiedział tylko przewrócił oczami, nawet nie kiwnął, że przyjął to wiadomości groźbę czeladnika - Ty wiesz jak trudno jest to zdobyć?! - Tigre puścił (w końcu) naszego niby-emo - Przez tych dzikusów z południa nie można dostać potrzebnych części a co dopiero całej broni. Można powiedzieć, że oboje mamy szczęście. Ja: bo przeżyłem tą cholerną wyprawę. Ty: bo dostałeś tę broń.
Tutaj czeladnik wyjął z kufra przedmiot owinięty w wiele warstw materiału i szybkim ruchem ręki zaopatrzonej w pazury przeciął je a naszym oczom ukazała się kusza, ale nie taka zwyczajna.
- Centaury nieczęsto robią kusze wolą łuki, które pokazują ich siłę i bystre oko. Jednak gdy już je robią są cholernie dobre. Wykonane z niezwykle lekkiego, prawie czarnego drewna - dzięki temu możesz mierzyć i strzelać do celu z jednej ręki, do naciągania służy cięciwa ze ścięgien wilków - jedne z wytrzymalszych, groty do bełtów mają zadziory skierowane ku drzewcu - wyjmowanie ich jest niezwykle bolesne. A jeżeli dobrze wycelujesz możesz uszkodzić mięśnie lub nerwy ofiary - podał broń Shadow'owi, który z uśmiechem przypiął ją sobie do jednego z haczyków przy pasie.
Tigre próbował wyjąć z kufra dwa samurajskie miecze, ale nie potrafił. Nawet jeżeli były ciężkie, to myślę, że nie aż tak by nie mógł ich chociażby podnieść.
- Nie próbuj hahhahahah! Nawet za sto lat nie udałoby ci się ich podnieść a co dopiero nimi władać! - Snake był wielce uradowany, że jedna z silniejszych osób, które znamy nie potrafi podnieść zwykłych katan.
Blondyn skoczył i przykucnął na krawędzi kufra po czym z łatwością wyciągnął oba miecze. Przez chwilę przyglądał im się z powagą i fascynacją wymalowaną na twarzy a w końcu zauważyłem jakże charakterystyczny dla tego świra drapieżny uśmiech, który świadczył o jego zadowoleniu. Miecze przypiął na plecach i oblizał wargi swoim wężowym językiem. Naprawdę był zadowolony.
- Mam nadzieję, że zdajesz sobie sprawę jak trudnym zadaniem było ich naostrzenie. Nawet z Taurus'em ledwo mogliśmy je unieść - Tigre podrapał się karku - Czemu z taką łatwością możesz je trzymać? Wiem, że nie jesteś ode mnie silniejszy, więc czemu?
- Rājā nāga kō apanē āpa kī tulanā mata karō*! - często słyszałem to nadal niezrozumiałe dla mnie zdanie z ust Snake'a.
Nigdy nie chciał nam wytłumaczyć co ono znaczy, tak samo jego siostra. Dowiedziałem się tylko, że jest ono w jego rodzimym języku i mój kolega jest niezwykle dumny, że może je wypowiadać.
Podszedłem do Falcon, która siedziała przy drzwiach kuźni. Chciałem usiąść obok niej, ale ten durny sokół siedzący na jej ramieniu próbował mnie zaatakować. Po kilku nieudanych próbach przykucnąłem naprzeciwko niej. Nawet nie zwróciła na mnie uwagi.
- Nadal jesteś na nas obrażona?
- A nie widać? - założyła ręce na piersi i obróciła głowę.
- Wiesz...- zacząłem dosyć niepewnie - dziewczyna nie powinna obrażać się o byle co. Takich sytuacji będzie jeszcze bardzo dużo, wierz mi. To jak? Zgoda?
Wyciągnąłem do niej rękę lecz nie popatrzyła na mnie tylko mocniej zacisnęła pięści. Sokół przyglądnął się mojej ręce, nastroszył trochę pióra i dziobnął Falcon. Dziewczyna starała się nie reagować co przestało jej się udawać gdy ptak wszedł na jej głowe i wręcz maniakalnie wbijał w nią swoim dziobem. Wydaje mi się, że poznał moje intencje, które(tym razem) były dobre i chciał by również blondynka je zrozumiała.
- Dobra! Dobra! - krzyczała, a ja nie mogłem się powstrzymać od uśmiechu.
Gdy sokół z powrotem wrócił na jej ramię zaskrzeczał, przypomniało mi to śmiech. Falcon spojrzała na mnie niechętnie i wahając się podała mi dłoń. Pomogłem jej wstać akurat gdy pozostałe dwa oszołomy przyszły.
- Jako, że mamy dwie mapy podzielimy się na dwie grupy. Obecnie jesteśmy w części północnej - rozłożyłem mapę i pokazywałem poszczególne cele - regularnie czyszczonej przez Taurus'a i Tigre, nie mamy tu nic do roboty. Shadow, Snake - weźmiecie część wschodnią, ja i Falcon zachodnią. Trzeciego dnia spotkamy się w części południowej. Myślę, że w czwórkę uda nam się ją szybko wyczyścić w dobę.
- Do zobaczenia. Będę za tobą tęsknić złotko - Snake puścił oczko do blondynki.
- Bez wzajemności, padalcu!
*- zdanie, które wypowiedział Snake jest w języku Hindi (urzędowy język Indii).
1. Zmieniłam lekko wygląd Poisoner'a - zamiast ciemno-zielonej szaty ma teraz bordową z czarnymi wykończeniami (wydawał mi się wcześniej zbyt tęczowy XD)
2. Co sądzicie o playliście? Nie jest to wersja finalna więc możecie zasugerować mi jakiś tytuł, doradzić również, który według was nie pasuje.
3. Niektórzy zapewne długo czekali i jestem wam za to wdzięczna a szczególnie Nao, która mnie zmotywowała do napisania kolejnego rozdziału jak i Różowy Kangur i Sylwia - nękano mnie, oj nękano X3
Biblioteka znajduje się w starej wieży, która posiada ponad 200 pięter. Na powierzchnię wystaje jakieś 30, są to jedyne udostępnione dla uczniów. Tą przeogromną skarbnicą wiedzy zajmują się gargulce, które karzą za zwracanie uszkodzonych książek. Przejścia na dolne poziomy pilnuje Sfinks, lubi naszą trójkę bo w ramach kar przychodziliśmy sprzątać bibliotekę. Mogę powiedzieć, że więcej nauczyłem się tu niż na lekcjach. Przynajmniej z mitologii, o niej to Sfinks potrafiła nawijać godzinami.
Podeszliśmy do szarego gargulca siedzącego na olbrzymiej księdze. Odkąd pamiętam zajmował ów stanowisko. Jednak zasłużył sobie. Kilkadziesiąt lat temu broniąc biblioteki stracił lewe skrzydło, większą część ogona i kawałek głowy wraz z prawym okiem, co daje obecnie dość upiorny widok.
- Dobry, ja po mapy na 3 piętro lochów. Można się dowiedzieć gdzie są? - powiedziałem uprzejmie.
- Tam gdzieś je gałganie odstawił ostatnim razem - co za wredny kawał marmuru.
Gargulec zmrużył oko przyglądając się nam przez chwilę po czym odcharknął i niechętnie wyjawił nam lokalizację szukanych obiektów.
- 7 poziom, gówniarze! Żeby mi się to więcej nie powtórzyło!
- Słyszałeś Sha-
- Już! Na pewno! On nie pójdzie! - ta kupa marmuru działa mi na nerwy.
- To Snake-
- Żeby coś zniszczył?!
- Więc ja-
- Ktoś tych dwóch musi pilnować!
I tu wtrąciła się Falcon.
- Emm, to może ja pójdę?
Gargulec machnął ręką na znak zgody i usiadł po turecku a blondynka pobiegła po mapy. Zapadła niezręczna cisza. Zapewne trwałaby długo, ale Snake spadł z krzesła i zniszczył całą powagę.
- Idiota - warknął Shadow.
- Dopiero teraz to zauważyłeś? - spytał blondyn szczerząc się.
- Zamknąć się nieznośne bachory! - ryknął gargulec.
Stworzenie popatrzyło krzywo na chłopaków, którzy niechętnie skończyli sprzeczkę. Salomon (bo takie imię nosi ów gargulec) położył łapy na kolanach i nachylił się.
- Dziwne rzeczy dzieją się w lochach - szepnął, bacznie mi się przyglądając.
- Co masz na myśli mówiąc "dziwne"? - spojrzałem gdzieś w dal.
- Przekonacie się już na dole i nie będzie to nic przyjemnego - stwierdził po czym oparł głowę na rękach i zasnął.
- Durny kawał mar-
- Trochę szacunku gówniarzu! Wiesz ile ja mam lat?! - Salomon uderzył mnie pięścią w głowę.
- Na pewno więcej niż wyglądasz, bazalcie - prychnąłem i odszedłem na bezpieczną odległość.
- Masz szczęście, że twój dziadek jest tu dyrektorem, szczeniaku!
- Przestań się drzeć! Wiesz, że zmiennokształtni mają dosyć wyostrzone niektóre zmysły, prawda? - Snake uśmiechnął się wrednie...znowu.
- A żeby ci bębenki uszne pękły, gadzie!
Gdy Falcon (w końcu!) przyszła, Salomonowi z nerwów zaczęła lecieć piana z pyska. Dziewczyna nie zrozumiała sytuacji, a my nie mieliśmy chęci jej tłumaczyć więc ruszyliśmy. Po drodze zahaczyliśmy jeszcze o mój pokój z którego zabrałem "prezent" dla Wolfen'a i Lupo. Durna blondynka dopytywała się co wziąłem, lekko skłamałem, że wódkę i się odczepiła. Przecież nie mogłem jej powiedzieć, że w kieszeni trzymam środki uspokajające jak i usypiające dla wilkołaków...chociaż? Czemu nie! Myślę, że o wiele bardziej przejęła by się gdyby wiedziała o cyjanku, który regularnie zażywam. Czasami czuję się jak narkoman i widzę, że moje ciało zachowuje się podobnie. Gdy dochodzę do mojego limitu, organizm buntuje się i zmusza mnie do szybkiego pozbycia się trucizny, za to następnym razem mogę przyjmować jej więcej.
Schodziliśmy właśnie do lochów. Tak, do lochów. Zapewne powinienem iść zanieść "lekarstwo" profesorkowi do gabinetu rzecz w tym, że Wolfen na czas pełni księżyca przenosi się na drugi poziom lochów, tak na wszelki wypadek, gdyby środki nie zadziałały lub były zbyt słabe. Jeżeli tak by się stało od parteru szkoły czyli również od uczniów dzieli go jedno piętro a nawet jeżeli po przemianie dostałby się na nie to nadal oddzielają go wrota zrobione ze stopu stali i srebra. Jak wiadomo ów metal szlachetny w sprawnych rękach jest zabójczą bronią dla wilkołaków, a jako drzwi skutecznie osłabia ich nadludzką siłę.
Z Wolfen'em nie rozmawialiśmy długo, zapytałem o stan Lupo i dałem nauczycielowi kartkę z dawkowaniem substancji dla niego jak i młodego. Potem ruszyliśmy dalej na trzeci poziom tych przeklętych podziemi. Tak źle mówię o tym miejscu a w gruncie rzeczy lubię tutaj przebywać. Mogę się wyszaleć do woli i czasami spotkać z moim mentorem. Od małego byłem strasznie ciekawski i grzebałem w książkach, które na pierwszy rzut oka nie powinny zainteresować pięciolatka. I tak dokopałem się do mojego drzewa genealogicznego. Zainteresowało mnie, że mój ojciec ma dwóch braci o których ja nie miałem pojęcia. Jednym z nich był Poisoner I, mój mentor posiadający te same zdolności co ja. Gdy wybrałem go sobie na opiekuna okazało się, że tuż po moich narodzinach trafił z niewiadomych mi przyczyn do więzienia znajdującego się na piątym pietrze lochów. Z ciężkim sercem widziałem jak dziadek zezwala mi się z nim spotykać a furia jaką ujrzałem w oczach mojego ojca po tym jak się o tym dowiedział była nie do opisania. Same lochy są miejscem przerażającym, niebezpiecznym i obrzydliwym. Obrzydliwe...no cóż, zostaliśmy wyznaczeni na sprzątanie tego przybytku, ale co można sprzątać w takim miejscu? Szlam. Czerwony, obślizgły i za życia trujący szlam. Najgorsze jest to, że to...to coś się porusza a dla niektórych karą jest jedzenie tego ścierwa, bo tutaj nic innego nie ma, ale muszę powiedzieć, że mi i chłopakom przypadło do gustu (trzeba tylko trochę podsmażyć). Przerażające i niebezpieczne ze względu na mityczne, magiczne jak i zwykle kreatury czy zwierzęta, które stanowią zabezpieczenie. Weźmy na ten przykład minotaury: stworzenia te, są nastawione wyjątkowo agresywnie do wszelkich żywych form życia, jednak więźniów zostawiają w spokoju (jeżeli są oni w swoich celach). Jedynymi osobami, które mogą się bezpiecznie poruszać w ich towarzystwie jest Blue Ghostlight(jako dyrektor szkoły) i Taurus, kowal. Jest wysokim, barczystym mężczyzną w średnim wieku. Ma czerwone oczy(co nawet u nas jest rzadkim zjawiskiem), długie jasno-brązowe włosy, które związuje w koński ogon i twarz pokrytą mozaiką blizn. Należy do zmiennokształtnych a jego zdolność pozwala mu się przemieniać w zwykłego byka jak i minotaura. Jego dom będący również kuźnią znajduje się przy samym wejściu na trzeci poziom. Tam wykuwa i przechowuje dla nas broń. W jednym z pokoi znajduję się sterownia lochów. Chodzi o odcinanie niektórych pięter od zagrożeń.
- Jak miło was widzieć! Hahaha! - jak zwykle przywitał nas Tigre, czeladnik Taurus'a.
- Uważaj bo ci kiedyś przez przypadek przystanę na tym ogonie, kiciu - odpowiedziałem z wrednym uśmiechem.
Co można o nim powiedzieć? Ma 21 lat, zazwyczaj miły i z poczuciem humoru. Swoje pomarańczowe kłaki stawia na żelu by nadać im drapieżnego wyglądu. Zapewne wszyscy chcieliby się dowiedzieć o co chodzi z ogonem i dlaczego mówię do niego "kiciu". Otóż Tigre jest zmiennokształtnym a z nazwy można wywnioskować, że jest tygrysem. Chyba nigdy nie widziałem go w postaci ludzkiej. Praca w kuźni jest ciężka i potrzeba do niej sporo siły, którą nasz czeladnik uzyskuje przyjmując formę humanoidalnego tygrysa. W tej postaci posiada wyprostowaną, ludzką postawę i ręce, a cechami przejętymi od tego wielkiego kota są uszy, ramiona, nogi, pazury, pręgowana sierść i właśnie ogon. "Kicia" jest dla niego najbardziej obraźliwym przezwiskiem zważywszy na to jak potężne i grożna zwierze reprezentuje a ogon najwrażliwszą częścią ciała.
Chłopak obnażył kły i złowróżbnie zamruczał. Widziałem jak jego ogon porusza się niespokojnie ukazując tym samym zdenerwowanie właściciela. Spojrzałem na niego z politowaniem i chyba zrozumiał, że daje się wkręcać gówniarzowi, który nawet szkoły nie ukończył.
- Nie rozumiem, dlaczego lubisz tak denerwować innych - Shadow...anioł stróż i głos sumienia się znalazł.
- Bo to cholernie satysfakcjonujące mój drogi przyjacielu, a wracając do rzeczy ważnych...czy nasze zamówienia zostały już wykonane? - zwróciłem się do Tigre, a na jego twarzy zauważyłem uśmiech mówiący: "Czyżbyś wątpił?"
- Taa...- czeladnik zniknął na moment za którymiś drzwiami by przynieść sporych rozmiarów kufer - Tak jak chciałeś dwu i pół-metrowa kosa bojowa. Ostrze jest z tego samego stopu co wrota do lochów, więc nie ulegnie kwasom. Możesz spokojnie nanosić na nie trucizny, nie ma możliwości by ta broń rozpuściła się jak ostatnia glewia. Shadow...
Brunet podszedł do nas, a tygrys złapał go za płaszcz i podniósł do góry na około metr.
- Jeszcze raz zlecisz coś takiego to sam cię tym zastrzelę, zrozumiałeś? - Shadow nic nie odpowiedział tylko przewrócił oczami, nawet nie kiwnął, że przyjął to wiadomości groźbę czeladnika - Ty wiesz jak trudno jest to zdobyć?! - Tigre puścił (w końcu) naszego niby-emo - Przez tych dzikusów z południa nie można dostać potrzebnych części a co dopiero całej broni. Można powiedzieć, że oboje mamy szczęście. Ja: bo przeżyłem tą cholerną wyprawę. Ty: bo dostałeś tę broń.
Tutaj czeladnik wyjął z kufra przedmiot owinięty w wiele warstw materiału i szybkim ruchem ręki zaopatrzonej w pazury przeciął je a naszym oczom ukazała się kusza, ale nie taka zwyczajna.
- Centaury nieczęsto robią kusze wolą łuki, które pokazują ich siłę i bystre oko. Jednak gdy już je robią są cholernie dobre. Wykonane z niezwykle lekkiego, prawie czarnego drewna - dzięki temu możesz mierzyć i strzelać do celu z jednej ręki, do naciągania służy cięciwa ze ścięgien wilków - jedne z wytrzymalszych, groty do bełtów mają zadziory skierowane ku drzewcu - wyjmowanie ich jest niezwykle bolesne. A jeżeli dobrze wycelujesz możesz uszkodzić mięśnie lub nerwy ofiary - podał broń Shadow'owi, który z uśmiechem przypiął ją sobie do jednego z haczyków przy pasie.
Tigre próbował wyjąć z kufra dwa samurajskie miecze, ale nie potrafił. Nawet jeżeli były ciężkie, to myślę, że nie aż tak by nie mógł ich chociażby podnieść.
- Nie próbuj hahhahahah! Nawet za sto lat nie udałoby ci się ich podnieść a co dopiero nimi władać! - Snake był wielce uradowany, że jedna z silniejszych osób, które znamy nie potrafi podnieść zwykłych katan.
Blondyn skoczył i przykucnął na krawędzi kufra po czym z łatwością wyciągnął oba miecze. Przez chwilę przyglądał im się z powagą i fascynacją wymalowaną na twarzy a w końcu zauważyłem jakże charakterystyczny dla tego świra drapieżny uśmiech, który świadczył o jego zadowoleniu. Miecze przypiął na plecach i oblizał wargi swoim wężowym językiem. Naprawdę był zadowolony.
- Mam nadzieję, że zdajesz sobie sprawę jak trudnym zadaniem było ich naostrzenie. Nawet z Taurus'em ledwo mogliśmy je unieść - Tigre podrapał się karku - Czemu z taką łatwością możesz je trzymać? Wiem, że nie jesteś ode mnie silniejszy, więc czemu?
- Rājā nāga kō apanē āpa kī tulanā mata karō*! - często słyszałem to nadal niezrozumiałe dla mnie zdanie z ust Snake'a.
Nigdy nie chciał nam wytłumaczyć co ono znaczy, tak samo jego siostra. Dowiedziałem się tylko, że jest ono w jego rodzimym języku i mój kolega jest niezwykle dumny, że może je wypowiadać.
Podszedłem do Falcon, która siedziała przy drzwiach kuźni. Chciałem usiąść obok niej, ale ten durny sokół siedzący na jej ramieniu próbował mnie zaatakować. Po kilku nieudanych próbach przykucnąłem naprzeciwko niej. Nawet nie zwróciła na mnie uwagi.
- Nadal jesteś na nas obrażona?
- A nie widać? - założyła ręce na piersi i obróciła głowę.
- Wiesz...- zacząłem dosyć niepewnie - dziewczyna nie powinna obrażać się o byle co. Takich sytuacji będzie jeszcze bardzo dużo, wierz mi. To jak? Zgoda?
Wyciągnąłem do niej rękę lecz nie popatrzyła na mnie tylko mocniej zacisnęła pięści. Sokół przyglądnął się mojej ręce, nastroszył trochę pióra i dziobnął Falcon. Dziewczyna starała się nie reagować co przestało jej się udawać gdy ptak wszedł na jej głowe i wręcz maniakalnie wbijał w nią swoim dziobem. Wydaje mi się, że poznał moje intencje, które(tym razem) były dobre i chciał by również blondynka je zrozumiała.
- Dobra! Dobra! - krzyczała, a ja nie mogłem się powstrzymać od uśmiechu.
Gdy sokół z powrotem wrócił na jej ramię zaskrzeczał, przypomniało mi to śmiech. Falcon spojrzała na mnie niechętnie i wahając się podała mi dłoń. Pomogłem jej wstać akurat gdy pozostałe dwa oszołomy przyszły.
- Jako, że mamy dwie mapy podzielimy się na dwie grupy. Obecnie jesteśmy w części północnej - rozłożyłem mapę i pokazywałem poszczególne cele - regularnie czyszczonej przez Taurus'a i Tigre, nie mamy tu nic do roboty. Shadow, Snake - weźmiecie część wschodnią, ja i Falcon zachodnią. Trzeciego dnia spotkamy się w części południowej. Myślę, że w czwórkę uda nam się ją szybko wyczyścić w dobę.
- Do zobaczenia. Będę za tobą tęsknić złotko - Snake puścił oczko do blondynki.
- Bez wzajemności, padalcu!
*- zdanie, które wypowiedział Snake jest w języku Hindi (urzędowy język Indii).
niedziela, 17 sierpnia 2014
3. Blue Ghostlight
Dziękuje za wszystkie komentarze ^^
I muszę zakomunikować, że...wyjeżdżam i nie będzie mnie do 29 sierpnia. Wierzcie mi, nie chce jechać, ale nie mam na to żadnego wpływu.
I jeszcze jedno. Ten rozdział mi cholernie nie wyszedł (w cholerę krótki T^T), następny będzie lepszy obiecuję!
- Ty...ty...ty...- Falcon była wściekła jeszcze bardziej niż w stołówce, ale nie mogła krzyczeć ze zmęczenia.
- Hehehe, ostrzegałem - byłem naprawdę zadowolony, że udało mi się ją wkręcić.
Tak sobie teraz przypomniałem, że nic o niej nie opowiedziałem. Może dlatego, że jest nudna. Typowa szlachcianka: dobre maniery, arogancka, wścibska, przewrażliwiona...dlaczego to zawsze musi być blondynka z długimi włosami? Błyszcząca zbroja (oślepnąć można), rapier ze złotymi zdobieniami i siedzące na ramieniu ptaszysko. Za pieniądze tatusia przyjęli ją do naszej szkoły. Z wielkim bólem serca muszę przyznać, że ta szlachcianka ma dosyć przyzwoite oceny. To mało powiedziane, ale 15 lat to już trochę za późno żeby zostać zabójcą. My z chłopakami zaczynaliśmy od 6, tak jak większość a i tak ze 3 lata jeszcze sobie tu posiedzimy. A ona przeskoczyła sobie parę klas i obecnie siedzi z nami. Czemu my, zawodowcy musimy siedzieć z nowicjuszką? To niesprawiedliwe!
Eh...nieważne, w końcu dotarliśmy do gabinetu dyrektora. Od razu wyjaśniam, droga nie była naszpikowana pułapkami, krwiożerczymi potworami czy gnijącymi trupami. Było to po prostu jakieś 6 tysięcy schodów w dół, a to męczy jeszcze bardziej niż podchodzenie pod górę...jeżeli nie chodzi się po górach, tak jak moja towarzyszka.
- Co tak długo? - znudzony Snake siedział po turecku przed drzwiami.
Naprzeciw niego siedział Shadow i...grali w pokera. Co tak długo?! Ja mu dam!
- Falcon się zmęczyła i-
Nie dokończyłem bo blondyna wbiła mi rękojeść rapieru w żebra. Zachłysnąłem się powietrzem i zgiąłem w pół. Po co ona nosi w szkole broń?
Nie miałem czasu się zastanawiać. Korytarz został oświetlony błękitnymi płomieniami a drzwi do gabinetu otworzyły się z głośnym skrzypnięciem. Dziewczyna podskoczyła przestraszona i chwyciła rękę Snake'a. Chłopak wyszczerzył zęby w łobuzerskim uśmiechu ukazując przy okazji swoje kły. Falcon momentalnie go puściła i stanęła wyprostowana. Widziałem jak drżą jej palce, bała się i dobrze, sama nas tu zaciągnęła. Chciała coś powiedzieć, ale blondyn ją wyprzedził.
- Panie przodem - mówiąc to ukłonił się lekko i wykonał zapraszający gest.
Blondynka ledwo przekroczyła próg, a całe pomieszczenie rozświetliły niebieskie płomienie i usłyszeliśmy znudzony głos.
- Poison, nie dostaniesz więcej cyjanku. Musisz poczekać do końca miesiąca - odezwał się starszy mężczyzna siedzący za dębowym biurkiem.
- A ty nowego biurka. Mógłbyś sobie kupić granitowe bo znowu przez przypadek je spalisz - odpowiedziałem siadając na krześle.
Te niebieskie płomienie są naszego dyrektorka. Nazywa się Blue Ghostlight i jest moim dziadkiem. Kiedyś (podczas kary) wypuściliśmy z lochów minotaura. Przez przypadek, ale i tak mieliśmy później przerąbane. Te same lochy czyściliśmy przez miesiąc. Oby teraz też się udało dostać na dół, bo mam tam załatwienie.
- Tak się składa, że uciekliśmy z lekcji a nasza koleżanka przyszła cię o tym zawiadomić dziadku. To co? Znowu czyszczenie lochów? - spytałem udawanym, cierpiętniczym głosem.
- Trzy dni powinny wystarczyć. Falcon ma sprzątać z wami-
- Co?! Ale dlaczego?! - dziewczyna była w szoku.
- Za zawracanie głowy pierdołami. Pilnujcie żeby-
- Nie wypuściła minotaura? - zaśmiał się Snake.
- Tak - powiedział po chwili zastanowienia - zaczynacie od jutra. Dzisiaj wam odpuszczę bo nasi przyjaciele wracają.
- Nas raczej nie będzie, Wolfen prosił nas o pomoc i zejdziemy dzisiaj-
- Weź pod uwagę również moje zdanie Shadow. Nie zamierzam tam iść bez żadnego przygotowania - wydawała się obrażona, a niech sobie będzie i tak musi się nas słuchać.
- Rany boskie, jesteś zabójcą i tobie jeszcze coś jest potrzebne? - zdziwiłem się trochę, że powiedział to akurat Ghostlight - lećcie już. Tylko macie wziąć mapy, nie chce żebyście się zgubili jak ostatnio.
- Jasne, Shadow do biblioteki - odwróciłem się, pstryknąłem w palce i...byliśmy już w tej skarbnicy wiedzy.
I muszę zakomunikować, że...wyjeżdżam i nie będzie mnie do 29 sierpnia. Wierzcie mi, nie chce jechać, ale nie mam na to żadnego wpływu.
I jeszcze jedno. Ten rozdział mi cholernie nie wyszedł (w cholerę krótki T^T), następny będzie lepszy obiecuję!
- Ty...ty...ty...- Falcon była wściekła jeszcze bardziej niż w stołówce, ale nie mogła krzyczeć ze zmęczenia.
- Hehehe, ostrzegałem - byłem naprawdę zadowolony, że udało mi się ją wkręcić.
Tak sobie teraz przypomniałem, że nic o niej nie opowiedziałem. Może dlatego, że jest nudna. Typowa szlachcianka: dobre maniery, arogancka, wścibska, przewrażliwiona...dlaczego to zawsze musi być blondynka z długimi włosami? Błyszcząca zbroja (oślepnąć można), rapier ze złotymi zdobieniami i siedzące na ramieniu ptaszysko. Za pieniądze tatusia przyjęli ją do naszej szkoły. Z wielkim bólem serca muszę przyznać, że ta szlachcianka ma dosyć przyzwoite oceny. To mało powiedziane, ale 15 lat to już trochę za późno żeby zostać zabójcą. My z chłopakami zaczynaliśmy od 6, tak jak większość a i tak ze 3 lata jeszcze sobie tu posiedzimy. A ona przeskoczyła sobie parę klas i obecnie siedzi z nami. Czemu my, zawodowcy musimy siedzieć z nowicjuszką? To niesprawiedliwe!
Eh...nieważne, w końcu dotarliśmy do gabinetu dyrektora. Od razu wyjaśniam, droga nie była naszpikowana pułapkami, krwiożerczymi potworami czy gnijącymi trupami. Było to po prostu jakieś 6 tysięcy schodów w dół, a to męczy jeszcze bardziej niż podchodzenie pod górę...jeżeli nie chodzi się po górach, tak jak moja towarzyszka.
- Co tak długo? - znudzony Snake siedział po turecku przed drzwiami.
Naprzeciw niego siedział Shadow i...grali w pokera. Co tak długo?! Ja mu dam!
- Falcon się zmęczyła i-
Nie dokończyłem bo blondyna wbiła mi rękojeść rapieru w żebra. Zachłysnąłem się powietrzem i zgiąłem w pół. Po co ona nosi w szkole broń?
Nie miałem czasu się zastanawiać. Korytarz został oświetlony błękitnymi płomieniami a drzwi do gabinetu otworzyły się z głośnym skrzypnięciem. Dziewczyna podskoczyła przestraszona i chwyciła rękę Snake'a. Chłopak wyszczerzył zęby w łobuzerskim uśmiechu ukazując przy okazji swoje kły. Falcon momentalnie go puściła i stanęła wyprostowana. Widziałem jak drżą jej palce, bała się i dobrze, sama nas tu zaciągnęła. Chciała coś powiedzieć, ale blondyn ją wyprzedził.
- Panie przodem - mówiąc to ukłonił się lekko i wykonał zapraszający gest.
Blondynka ledwo przekroczyła próg, a całe pomieszczenie rozświetliły niebieskie płomienie i usłyszeliśmy znudzony głos.
- Poison, nie dostaniesz więcej cyjanku. Musisz poczekać do końca miesiąca - odezwał się starszy mężczyzna siedzący za dębowym biurkiem.
- A ty nowego biurka. Mógłbyś sobie kupić granitowe bo znowu przez przypadek je spalisz - odpowiedziałem siadając na krześle.
Te niebieskie płomienie są naszego dyrektorka. Nazywa się Blue Ghostlight i jest moim dziadkiem. Kiedyś (podczas kary) wypuściliśmy z lochów minotaura. Przez przypadek, ale i tak mieliśmy później przerąbane. Te same lochy czyściliśmy przez miesiąc. Oby teraz też się udało dostać na dół, bo mam tam załatwienie.
- Tak się składa, że uciekliśmy z lekcji a nasza koleżanka przyszła cię o tym zawiadomić dziadku. To co? Znowu czyszczenie lochów? - spytałem udawanym, cierpiętniczym głosem.
- Trzy dni powinny wystarczyć. Falcon ma sprzątać z wami-
- Co?! Ale dlaczego?! - dziewczyna była w szoku.
- Za zawracanie głowy pierdołami. Pilnujcie żeby-
- Nie wypuściła minotaura? - zaśmiał się Snake.
- Tak - powiedział po chwili zastanowienia - zaczynacie od jutra. Dzisiaj wam odpuszczę bo nasi przyjaciele wracają.
- Nas raczej nie będzie, Wolfen prosił nas o pomoc i zejdziemy dzisiaj-
- Weź pod uwagę również moje zdanie Shadow. Nie zamierzam tam iść bez żadnego przygotowania - wydawała się obrażona, a niech sobie będzie i tak musi się nas słuchać.
- Rany boskie, jesteś zabójcą i tobie jeszcze coś jest potrzebne? - zdziwiłem się trochę, że powiedział to akurat Ghostlight - lećcie już. Tylko macie wziąć mapy, nie chce żebyście się zgubili jak ostatnio.
- Jasne, Shadow do biblioteki - odwróciłem się, pstryknąłem w palce i...byliśmy już w tej skarbnicy wiedzy.
Subskrybuj:
Posty (Atom)