Tablica zleceń:
1. Kangurze, dziękuję za codzienne dręczenie mnie o nowy rozdział. I nie mówię tego w negatywnym sensie. Jestem naprawdę szczęśliwa, że ktoś mnie zmusza do roboty, bo sama z siebie pewnie nie wzięłabym się za rozdział.
2. Jeżeli ktoś ma pomysł na jakiegoś zabójcę lub po prostu postać możecie napisać. Mam ich trochę napisane, ale im więcej tym lepiej.
3. Czy chcielibyście abym pisała One-shot'y? Z jakiejś akcji, przeszłości bohaterów, historii "Szkoły Zabójców".
4. Kolejne podziękowania dla Kangura, za kilka postaci, które dołączą do grona naszych kochanych psychopatów >w<
5. Rozdział nie wyszedł tak jakbym chciała :<
Myślałem, że Falcon będzie się na mnie drzeć lub próbować zabić, ale...nic takiego się nie działo. Jednak postanowiła zakopać topór wojenny, przynajmniej na czas pobytu w lochach. Szła jakieś sześć metrów za mną i rozmawiała ze swoim sokołem. Zapomniałem wspomnieć, że ma talent władcy zwierząt. Tak jak Hound Lady kontroluje i rozumie psy tak Falcon rozumie sokoły. Raczej szeptała, a dzieląca nas odległość uniemożliwiała mi usłyszenie jakiegokolwiek słowa.
Im dalej zapuszczaliśmy się w zachodnią część tym intensywniejszy stawał się mrok i poczucie izolacji. Tak naprawdę byliśmy odcięci od reszty świata. Na noc Taurus i Tigre spuszczali kraty oddzielające kuźnię od reszty trzeciego poziomu, co by jakieś dziadostwo nie przelazło na górne części chociaż pomiędzy trzecim a czwartym piętrem znajduje się solidna brama. Gdyby jednak jakimś cudem została sforsowana wątpiłbym w swoje przeżycie.
Przeszliśmy już spory kawałek głównego korytarza i minęliśmy wiele pustych cel (trzeci poziom przestał funkcjonować jako więzienie), zabijając po drodze (czyt. ja unicestwiałem wszelkie żyjątka, Falcon tylko patrzyła). Zeszło nam tak do północy i myślałem, że obejdzie się bez większego uszczerbku na zdrowiu fizycznym bo na psychiczne to już za późno. Lecz w pewnym momencie blondynka krzyknęła, jak się okazało wlazła w jak najbardziej żywy, obślizgły, wiecznie głodny, trujący a na dodatek żrący szlam...kurwa! Żrący! Podbiegłem i włożyłem rękę do tej brei by zmiażdżyć jej słaby punkt, a jest nim sześcienny rdzeń. Tylko dzięki niemu ten ił produkuje związki chemiczne niebezpieczne dla otoczenia, gdy znika wszystkie procesy zostają zatrzymane i cofnięte a to co zostaje jeśli chodzi o smak nie jest najgorsze.
Falcon upadła trzymając się za prawą nogę a na jej twarzy pojawiła się ekspresja świadcząca o bólu. Podszedłem do niej chcąc opatrzyć zapewne ranę lecz nie pozwoliła mi jej zobaczyć. I bądź tu człowieku miły.
- Pokaż mi to - powiedziałem głosem spokojnym, ale stanowczym.
- Nic mi nie jest, odejdź!
- Przestaniesz wreszcie patrzeć na mnie wilkiem? Wiesz przecież, że nie zrobię ci krzywdy, pokaż mi to!
- Nic. Mi. Nie. Jest - wycedziła przez zęby ciągle patrząc na mnie złowrogo.
Trochę się wkurzyłem. Była ranna, a nie chciała się do tego przyznać, ale to już jej problem. Głośno westchnąłem po czym wstałem i zacząłem iść dalej korytarzem.
- G-gdzie ty idziesz?
- Dalej czyścić ten przybytek chwalebny, a co?
- Czekaj- urwała.
- Tak?
Spojrzałem na nią. Usta zacisnęła w wąska linię i szybko odwróciła wzrok. Po chwili jednak spojrzała mi w oczy i z wielkim trudem...
- Czy...czy mógłbyś mi pomóc?
- Jasne - uklęknąłem naprzeciwko niej.
Ten cholerny śluz przeżarł się przez jej zbroję i wyglądało na to, że dobrał się również do mięska. Wyjąłem z torby spirytus salicylowy i zacząłem odkażać ranę. Falcon syknęła z bólu i przygryzła wargi.
Gdy skończyłem bandażować jej nogę usłyszałem pisk. Obróciłem głowę i ujrzałem szczura. Gryzoń na pełnej prędkości skoczył na mnie i zamienił się w człowieka, straciłem równowagę i poleciałem tak z pięć metrów, a zmiennokształtna wylądowała na mnie.
- Rat! Co ci odwa-?! - nie dałem rady dokończyć bo dziewczyna mnie spoliczkowała.
Rat - zmiennokształtna (zamienia się w szczura), jasno-brązowe włosy, z których robi warkocz, strachliwa, niezdarna, zakłada brązowe jeansy i kozaki oraz bluzkę, która podkreśla jej walory.
- Wybacz! To bardzo ważne! Tigre został ogłuszony i ktoś włamał się do sterowni! Poziom trzeci jest połączony z czwartym do tego pułapki zostały aktywowane! Dźwignie urwane! Nie możemy z powrotem zamknąć wrót! Minotaury właśnie do nas idą!
Zbladłem. Minotaury...to słowo cały czas przewijało się w moich myślach. Nie mamy z nimi szans, są szybsze, silniejsze i wytrzymalsze. Moje trucizny działają z opóźnieniem i to dość sporym, Falcon jest po prostu za słaba by z nimi walczyć, Snake może dałby sobie radę z jendym, Rat jest tchórzem uciekła by przy pierwszej lepszej okazji. Jedyną nadzieją jest Shadow, ale żeby do niego dotrzeć musimy przedostać się do wschodniej części. Jeszcze te pułapki...to komplikuje nieco sprawę.
- Po pierwsze: złaź ze mnie. Po drugie: Falcon, możesz chodzić? - dziewczyna stanęła i przeszła parę kroków, mogła - po trzecie-
Urwałem. Usłyszałem głośne oddechy. Zza rogu wyszedł...minotaur. Ogromne brunatne cielsko zasłaniało większą część korytarza, czarny pancerz połyskiwał od ognia pochodni, złote oczy błyszczały złowrogo a topór w jego łapach nie wróżył nic dobrego.
- Ja-ja-ja-jakiś p-p-pomysły P-p-poisoner? - dziewczyny prawie, że jednocześnie zapytały trzęsąc się przy tym jak na syberyjskim mrozie.
Jak ja mam coś wymyślić w takiej sytuacji do jasnej cholery, co?! Co można zrobić w takiej gównianej sytuacji?!
Z niewiadomych mi przyczyn to bydle nie rzuciło się na nas tylko ciągle węszyło. I wtedy sobie przypomniałem! Minotaury mają kiepski wzrok dlatego polegają głównie na węchu i słuchu.
- Wstańcie powoli - szepnąłem - i POWOLI zacznijcie się cofać.
Zrobiliśmy tak jak powiedziałem i zaczęliśmy się oddalać od stwora, który ruszał nerwowo łbem i strzygł uszami, a jego ogon poruszał się niespokojnie. Wszystko byłoby dobrze gdyby nie silny podmuch wiatru ze wchodu, który przyniósł nas zapach do nozdrzy minotaura. Bydle ryknęło głośno i ruszyło w naszym kierunku.
- Co teraz? - spytała Falcon nie odrywając spojrzenia od bestii.
- Uciekajcie...
- Co?
- Uciekajcie do cholery! - krzyknąłem i zerwałem się do wyżej wspomnianej czynności.
Pierwsza biegła Rat w formie szczura, później Falcon i ja na końcu. Nie wiem czy byłem w tym momencie odważny czy po prostu głupi, ale chciałem zapewnić im minimalne szanse na przeżycie, które i tak były bliskie zeru. Minotaur był coraz bliżej nas, postanowiłem się zatrzymać i z nim walczyć gdyby zaszła taka potrzeba. Miałem zamiar to zrobić, naprawdę, ale nie dano mi wykazać się moim bohaterstwem. Falcon nadepnęła na płytkę i uruchomiła pułapkę. Płyty zaczęły się rozsuwać i pomiędzy nami a Rat pojawiła się przepaść. W ostatnim momencie uchroniłem blondynkę przed upadkiem łapiąc jej rękę. Obejrzałem się i zdałem sobie sprawę, że zanim wciągnę tutaj dziewczynę minotaur nas dopadnie.
- Jeżeli ci teraz puszczę,,,zdążę jeszcze przeskoczyć na drugą stronę - wypowiedziałem to śmiertelnie poważnie.
Oczywiście perfekto! *-* Nie wiem co narzekasz. Prosz bardzo, będę Cię dręczyć póki mi się nie znudzi, więc czeka nas jeszcze dłuuga znajomość. C: I tak w ogóle CZEMU W TAKIM MOMENCIE POLSACIE JEDEN?!
OdpowiedzUsuń