Ten rozdział jest naprawdę biedny XD Szczególnie moje opisy postaci, nie zabijajcie (wiem, że krótkie) T^T
Szkoła zabójców. Od 17 lat mój dom...czyli prawie od zawsze, ale zaczynając od początku. Nie urodziłem się tu tylko w wiosce, która została doszczętnie splądrowana i jak się okazało uratowała mnie początkująca zabójczyni z tej szkoły, obecnie jest legendą. Żywą legendą. Nosi przydomek Night Death, który uzyskała dzięki swojej zdolności przemiany. Jedni mówią, że w nietoperza a inni, że w smoka...moim zdaniem to przypomina bardziej demona. Zwykle można ją spotkać w towarzystwie Hound Lady, ta kobieta potrafi kontrolować psy, co jest dość przydatne, bo praktycznie wszystkich bram czy więzień pilnują te kundle. Jest również Gambler. Jego percepcja stoi na wysokim poziomie oraz umie czytać w myślach. Tylko tyle o nim wiem. Wspomniałem, że jest moim ojcem? W dodatku biologicznym? I tak nie ma to znaczenia...nie przepadamy za sobą, przynajmniej ja za nim. Jeszcze się nie przedstawiłem. Jestem Poisoner, posiadam dość nietypową zdolność a mianowicie przechowywanie trucizn we własnym ciele. Ubieram się w bordową szatę z czarnymi wykończeniami i znakiem węża na plecach (niby jestem trucicielem, ale jednocześnie robię za medyka). Zakrywa prawie całe ciało, ma oczywiście kaptur, który przysłania moje ogniste włosy(chodzi o kolor) a sam dodałem maskę ukrywającą moją twarz a raczej paskudną bliznę znajdującą się na lewym policzku(zaliczyłem ją po pewnym nieudanym doświadczeniu).
Powróćmy jednak do teraźniejszości...
Kolejna nudna lekcja. O czym? O przemianach, które mnie nie dotyczą. Pomówmy więc o ciekawszych rzeczach. Np. o moich dziwnych kolegach.
Na pierwszy ogień pójdzie Shadow, który siedzi ze mną w ławce. Zazwyczaj nosi czarny, poszarpany, płaszcz sięgający mu do kostek. Kaptur zakrywa długie, kruczoczarne włosy, spod których spoglądają znudzone, ale inteligentne szare oczy. Jego charakter trudno określić, raz spokojny raz wybuchowy. Znamy się...można powiedzieć od kołyski, ale zawsze zazdrościłem mu jego talentu. Skubany potrafi poruszać się po cieniach, nawet z kilkoma osobami. Jest jeszcze Snake dla takich jak on jest właśnie ta lekcja. Najbardziej pierdolnięty człowiek jakiego znam. Zakłada tylko białą, krótką, rozpiętą bluzę sięgającą połowy pleców i białą hakamę. Reszta tułowia(tam gdzie nie sięga bluza) jest obandażowana i...ten idiota chodzi boso. Ma również krótkie, blond włosy w totalnym nieładzie i złote oczy z pionowymi źrenicami. Często widzę na jego twarzy wręcz szatański uśmiech, który przyprawia mnie o ciarki. Szczególnie wtedy, gdy doda do tego ten wężowy jęzor. Umie się przemieniać w węże wszelkiego rodzaju. Od zaskrońców i pytonów po nagi*.
Ale chwila moment...gdzie on jest?!
- Shadow - szepnąłem do kolegi z ławki.
- Hmm? - mruknął znudzony.
- Gdzie jest Snake?
- Nie ma go?! - prawie, że krzyknął.
- Nie tak głośno, debilu-
- Oboje się zamknijcie bo spać nie mogę - usłyszałem głos...Snake'a?!
Rozejrzałem się po klasie, ale nadal go nie widziałem. Zmienił się w węża i znów się schował?
- Gdzie ty...- i w tym momencie włożyłem rękę do kieszeni co było błędem.
Czemu? Bo siedział w niej Snake. Tak mnie zaskoczył, że chwyciłem go i rzuciłem gdzieś za siebie. W locie zmienił się już w człowieka a na dodatek wpadł na...Falcon.
- Ty cholerny- ta dziewczyna nie należała do najspokojniejszych.
- Co żeś narobił Poison?! - krzyknął Snake zeskakując z kolan blondynki i uciekając w stronę wyjścia.
- Później ci wyjaśnię! Shadow! Wynosimy się stąd! - niech mi dziękuję, że jeszcze żyje, durny gad.
Brunet przeniósł nas do stołówki. Po tej akcji i tak musielibyśmy prędzej czy później iść do szanownego dyrektora, a lepiej prędzej bo wieczorem mają wrócić nasze legendy. Nie chciałbym przegapić przyjęcia powitalnego. Przynajmniej Falcon łatwo nas znajdzie.
A tymczasem...
Złapałem Snake'a za włosy i uderzyłem nim o ławę. Chłopak wydał z siebie jęk bólu a ja, chwilę potem chwyciłem go za kołnierz i rzuciłem w stronę kamiennego filaru.
- Ej...jesteś chyba trochę za ostry. Wpadłem tylko na koleżankę z klasy, a raczej TY mnie na nią rzuciłeś - powiedział (jak zwykle) z wrednym uśmieszkiem wstając, ale od razu pojawił się grymas świadczący o bólu.
- Mogłeś zginąć-
- Gdybyśmy tam zostali, to Falcon by mnie udu-
- Miałem w kieszeni fiolki z cyjankiem palancie, przeprowadzam drobne doświadczenie i możliwe, że nie były dobrze zamknięte - powiedziałem i wyjąłem jedną z wcześniej wspomnianych buteleczek po czym wypiłem jej zawartość.
- Doświadczenie pt. "Ile mogę wypić cyjanku, zanim moje ciało się zbuntuję i znowu będę musiał wyrzygać całą wypitą truciznę?" - wtrącił się Shadow.
W ogóle nie zwracaliśmy uwagi na Snake'a, który pogłębiał się w depresji.
- Coś w ten deseń. Niestety jutro kończy się mój zapas a co za tym idzie limit...przynajmniej tak było ostatnio. Nie wiesz kto mógłby mieć chociaż jedną fiolkę na stanie? - oby był ktoś jeszcze oprócz TEJ osoby.
- Zważywszy na to, że jesteś jedynym trucicielem wśród uczniów...to tylko staruszek - spojrzałem na niego błagalnym wzrokiem - I nie pomogę ci w kradzieży, nie ma mowy!
- Chłopaki...jak wy możecie gadać o takich pierdołach kiedy we mnie rozprzestrzenia się śmiertelna trucizna! Co wy serca nie macie?! - krzyknął załamany Snake łapiąc nas za skrawki naszych ubrań i klękając.
Naga* - pół człowiek pół wąż.