Dziękuje za wszystkie komentarze ^^
I muszę zakomunikować, że...wyjeżdżam i nie będzie mnie do 29 sierpnia. Wierzcie mi, nie chce jechać, ale nie mam na to żadnego wpływu.
I jeszcze jedno. Ten rozdział mi cholernie nie wyszedł (w cholerę krótki T^T), następny będzie lepszy obiecuję!
- Ty...ty...ty...- Falcon była wściekła jeszcze bardziej niż w stołówce, ale nie mogła krzyczeć ze zmęczenia.
- Hehehe, ostrzegałem - byłem naprawdę zadowolony, że udało mi się ją wkręcić.
Tak sobie teraz przypomniałem, że nic o niej nie opowiedziałem. Może dlatego, że jest nudna. Typowa szlachcianka: dobre maniery, arogancka, wścibska, przewrażliwiona...dlaczego to zawsze musi być blondynka z długimi włosami? Błyszcząca zbroja (oślepnąć można), rapier ze złotymi zdobieniami i siedzące na ramieniu ptaszysko. Za pieniądze tatusia przyjęli ją do naszej szkoły. Z wielkim bólem serca muszę przyznać, że ta szlachcianka ma dosyć przyzwoite oceny. To mało powiedziane, ale 15 lat to już trochę za późno żeby zostać zabójcą. My z chłopakami zaczynaliśmy od 6, tak jak większość a i tak ze 3 lata jeszcze sobie tu posiedzimy. A ona przeskoczyła sobie parę klas i obecnie siedzi z nami. Czemu my, zawodowcy musimy siedzieć z nowicjuszką? To niesprawiedliwe!
Eh...nieważne, w końcu dotarliśmy do gabinetu dyrektora. Od razu wyjaśniam, droga nie była naszpikowana pułapkami, krwiożerczymi potworami czy gnijącymi trupami. Było to po prostu jakieś 6 tysięcy schodów w dół, a to męczy jeszcze bardziej niż podchodzenie pod górę...jeżeli nie chodzi się po górach, tak jak moja towarzyszka.
- Co tak długo? - znudzony Snake siedział po turecku przed drzwiami.
Naprzeciw niego siedział Shadow i...grali w pokera. Co tak długo?! Ja mu dam!
- Falcon się zmęczyła i-
Nie dokończyłem bo blondyna wbiła mi rękojeść rapieru w żebra. Zachłysnąłem się powietrzem i zgiąłem w pół. Po co ona nosi w szkole broń?
Nie miałem czasu się zastanawiać. Korytarz został oświetlony błękitnymi płomieniami a drzwi do gabinetu otworzyły się z głośnym skrzypnięciem. Dziewczyna podskoczyła przestraszona i chwyciła rękę Snake'a. Chłopak wyszczerzył zęby w łobuzerskim uśmiechu ukazując przy okazji swoje kły. Falcon momentalnie go puściła i stanęła wyprostowana. Widziałem jak drżą jej palce, bała się i dobrze, sama nas tu zaciągnęła. Chciała coś powiedzieć, ale blondyn ją wyprzedził.
- Panie przodem - mówiąc to ukłonił się lekko i wykonał zapraszający gest.
Blondynka ledwo przekroczyła próg, a całe pomieszczenie rozświetliły niebieskie płomienie i usłyszeliśmy znudzony głos.
- Poison, nie dostaniesz więcej cyjanku. Musisz poczekać do końca miesiąca - odezwał się starszy mężczyzna siedzący za dębowym biurkiem.
- A ty nowego biurka. Mógłbyś sobie kupić granitowe bo znowu przez przypadek je spalisz - odpowiedziałem siadając na krześle.
Te niebieskie płomienie są naszego dyrektorka. Nazywa się Blue Ghostlight i jest moim dziadkiem. Kiedyś (podczas kary) wypuściliśmy z lochów minotaura. Przez przypadek, ale i tak mieliśmy później przerąbane. Te same lochy czyściliśmy przez miesiąc. Oby teraz też się udało dostać na dół, bo mam tam załatwienie.
- Tak się składa, że uciekliśmy z lekcji a nasza koleżanka przyszła cię o tym zawiadomić dziadku. To co? Znowu czyszczenie lochów? - spytałem udawanym, cierpiętniczym głosem.
- Trzy dni powinny wystarczyć. Falcon ma sprzątać z wami-
- Co?! Ale dlaczego?! - dziewczyna była w szoku.
- Za zawracanie głowy pierdołami. Pilnujcie żeby-
- Nie wypuściła minotaura? - zaśmiał się Snake.
- Tak - powiedział po chwili zastanowienia - zaczynacie od jutra. Dzisiaj wam odpuszczę bo nasi przyjaciele wracają.
- Nas raczej nie będzie, Wolfen prosił nas o pomoc i zejdziemy dzisiaj-
- Weź pod uwagę również moje zdanie Shadow. Nie zamierzam tam iść bez żadnego przygotowania - wydawała się obrażona, a niech sobie będzie i tak musi się nas słuchać.
- Rany boskie, jesteś zabójcą i tobie jeszcze coś jest potrzebne? - zdziwiłem się trochę, że powiedział to akurat Ghostlight - lećcie już. Tylko macie wziąć mapy, nie chce żebyście się zgubili jak ostatnio.
- Jasne, Shadow do biblioteki - odwróciłem się, pstryknąłem w palce i...byliśmy już w tej skarbnicy wiedzy.
Ludzie nazywają zabójców potworami, ale to od nas zależy czy nimi zostaniemy - Nataniel Perrault.
niedziela, 17 sierpnia 2014
piątek, 1 sierpnia 2014
2. Poisoner i spółka cz.2.
Znowu krótkie, ale chciałam się wyrobić. Dziękuję wszystkim za cierpliwość i wyrozumiałość ;)
Popatrzyliśmy na siebie z Shadow'em, po czym przenieśliśmy nasz wzrok na Snake'a i odpowiedzieliśmy równocześnie.
- Nie-
- No weźcie! Nie ma na to lekarstwa?! - błagał blondyn.
Westchnąłem ciężko i przeniosłem moją rękę na kark.
- Gdyby w twoim ciele znajdowała się choćby niewielka dawka to twój zgon nastąpiłby jakieś 10 minut temu - wyjaśniłem siadając na ławce i popijając kolejną dawkę cyjanku.
- Wykończysz się przez te trucizny, która to już butelka? - Shadow za bardzo się o mnie martwi.
- Trzecia, została mi jeszcze jedna-
- Pamiętam jak pierwszy raz tego spróbowałeś. Po trzech kroplach zarzygałeś połowę celi - po tych słowach Snake zaczął się psychicznie śmiać.
- Mam ci przypomnieć jak sokół Falcon prawie cię zjadł, gdy byłeś w formie węża? - odpowiedziałem wrednie.
- Wiem, że to ty mnie czymś uśpiłeś!
- A masz dowody?
- Ty cholero! - blondyn zawył z wściekłości i rzucił się na mnie.
Byłem na tyle zaskoczony, że nie udało mi się w porę zareagować i ten popapraniec przyszpilił mnie do ławki. Na jego twarzy ujrzałem...sadystyczny uśmiech. O nie! Tym razem nie wygrasz!
Zgiąłem nogi i z całej siły uderzyłem w brzuch Snake'a, odleciał kilka metrów i z wkurwem wymalowanym na twarzy zmienił się w anakondę. Ledwo wstałem a on oplótł moje ciało, szczególnie mocno zaciskając się na szyi. Z sekundy na sekundę traciłem oddech.
- Gh...S-snake!...Po...popierdoliło...cię?! - wychrypiałem próbując rozluźnić uścisk.
- To pytanie retoryczne? - zaśmiał się.
Mięśnie odmawiały mi posłuszeństwa, ale udało mi się sięgnąć do lewej kieszeni z której wyjąłem garść proszku. Z wielkim trudem wepchnąłem go do nozdrzy Snake'a.
- Co ty?! - chłopak (w obecnej sytuacji raczej wąż) nie wiedział co się dzieje.
Ale ja wiedziałem. Środek zaczynał działać i mój kolega powoli zasypiał, co mogłem wyczuć po rozluźniających się mięśniach. Jednak trwało to długo...no dłużej niż zwykle. Chyba za często stosowałem to na nim i skubany się uodpornił.
- Ty...psie...- Snake jęknął w ostatnim proteście i zasnął na dobre padając na ziemię.
I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie fakt, że został w ciele węża, które ciągle mnie oplatało. Cóż...obecnie przygniatało. Czemu nie mógł się zmienić w coś lżejszego?!
- Sh-shadow? Pomógłbyś, co? - czułem, że zaraz popękają mi niektóre kości.
Czego on się nażarł, do cholery? Ostatnio nie był taki ciężki!
- Nie trudź się młody, ja mu pomogę - usłyszałem gruby, męski głos i poczułem zapach tytoniu...drogiego tytoniu.
- Profesor Wolfen? Co pan tu robi? - poczułem jak to wielkie cielsko zostaje ze mnie ściągnięte.
- Miło cię widzieć Poisoner, ale nie powinieneś być teraz na lekcji? - spytał z uśmiechem.
- Mógłbym się pana zapytać o to samo - powiedziałem obojętnie i przyjrzałem się mu.
Szary, lekki irokez, kilkudniowy zarost, zielone oczy. Na jego ubiór składa się znoszony mundur wojskowy, glany i naszyjnik z kłem. Jakieś znaki szczególne? Prawe oko zdobi blizna po trzech pazurach wilkołaka, a na plecach ma tatuaż przedstawiający wyjącego wilka. Skoro jest tu nauczycielem to musi mieć jakiś talent co by go uczniowie nie zabili i ma. Jest wilkołakiem.
Zawsze chodzi przy nim dwójka uczniów, którzy wybrali sobie go za mentora. Obecnie jest to Lupo (można powiedzieć, taka jego miniaturka) i Harpy(oboje mają po 15 lat), młodsza siostra Snake'a. W przeciwieństwie do braciszka jest normalna(przynajmniej z charakteru), a nawet nieśmiała. Ma brązowe, proste włosy do ramion i złote oczy. Nosi płową sukienkę na ramiączkach sięgającą do kolan a no kostce ma bransoletkę z piór i pazurów. Tak jak mój nierozgarnięty kolega, należy do tak zwanych zmiennokształtnych. Potrafi się zmieniać w harpię wielką lub harpię jako pół kobieta pół ptak. Z tego co słyszałem nadal nie radzi sobie z lataniem.
- Nie ma mnie na lekcji bo dostałem kilkudniowe zwolnienie, tak samo Lupo - tu zaciągnął się dymem.
- Więc...to już jutro, co?
- Powinieneś to zauważyć. Spójrz - tu pokazał na swoje kły, które były wydłużone - ja nad tym w miarę panuje, ale młody nie za bardzo.
Zerknąłem na miniaturkę Wolfen'a. Chłopak siedział w kącie skulony i strasznie dygotał.
- Przyszedłem po to co zwykle, lekcje zaraz się skończą i będziesz mógł polecieć na kwaterę po zamówienie-
Nagle urwał i zaczął czegoś nasłuchiwać. Po chwili do stołówki wpadła wściekła Falcon, ale gdy zobaczyła Wolfen'a lekko się opanowała.
- Niech profesor wybaczy, ale muszą tą trójkę na razie zabrać do-
- Co żeś znowu zrobił? - szepnął do mnie, nie zwracając uwagi na blondynkę.
- A bo ja wiem? Czepia się o jakieś pierdoły - odpowiedziałem szeptem.
- Nie jest kulturalnym obgadywać kogoś i to jeszcze w jego obecności - ach te arystokratki!
- Nigdy nie mówiłem, panienko, że jestem kulturalnym - stwierdził profesor zaciągając się kolejny raz.
- A w szkole obowiązuje zakaz-
- Słuchajcie, cała trójka. Snake...wstawaj wiem, że już nie śpisz. Po odprawie u dyrektora macie przyjść do mojego gabinetu. Czy to jest zrozumiałe? - spytał patrząc na każdego z osobna.
- Jest pan wredny! Może by mnie tu zostawili - biadolił przyjmując ludzką formę.
- Hej braciszku! - Harpy zawiesiła się na szyi blondyna i lekko uśmiechnęła.
- No hejo! Jak tam? Grzeczna jesteś? - chłopak pogłaskał ją i mocno przytulił.
Nigdy nie rozumiałem jak ten walnięty koleś kochający przemoc może być aż tak delikatny dla swojej siostry.
- Na pewno bardziej od ciebie - zachichotała wdzięcznie i wróciła do Wolfen'a.
- Ranisz mnie! Przecież też jestem grzeczny! Prawda, Falcon?
Blondynka posłała mu mordercze spojrzenie, ale ten nic sobie z tego nie zrobił tylko wygiął się do granic możliwości, żeby rozprostować kręgosłup.
- Shadow przen-
- Nie ma mowy! Idziemy główną drogą! - zaprotestowała dziewczyna.
Popatrzyliśmy po sobie.
- Ty mówisz poważnie? - zawahałem się przez moment.
- Oczywiście!
Miałem nadzieję, że nigdy więcej nie będę musiał tego widzieć...
- Shadow...bierz Snake'a i czekajcie na nas przed gabinetem-
- Mają iść z nami-
- Zamknij się idiotko! - nie wytrzymałem, jak można było kogoś tak głupiego wpuścić do tego budynku?!
Wolfen ciągle obserwował całe zdarzenie.
- Myślisz, że mnie zastraszysz?!
- Pójdę z tobą TĄ drogą, ale oni udadzą się bezpieczną. Już was tu nie ma! - krzyknąłem do chłopaków.
Falcon próbowała ich zatrzymać, ale deko się spóźniła. Popatrzyła na mnie zaniepokojona.
- Co masz na myśli mówiąc TĄ drogą?
Popatrzyliśmy na siebie z Shadow'em, po czym przenieśliśmy nasz wzrok na Snake'a i odpowiedzieliśmy równocześnie.
- Nie-
- No weźcie! Nie ma na to lekarstwa?! - błagał blondyn.
Westchnąłem ciężko i przeniosłem moją rękę na kark.
- Gdyby w twoim ciele znajdowała się choćby niewielka dawka to twój zgon nastąpiłby jakieś 10 minut temu - wyjaśniłem siadając na ławce i popijając kolejną dawkę cyjanku.
- Wykończysz się przez te trucizny, która to już butelka? - Shadow za bardzo się o mnie martwi.
- Trzecia, została mi jeszcze jedna-
- Pamiętam jak pierwszy raz tego spróbowałeś. Po trzech kroplach zarzygałeś połowę celi - po tych słowach Snake zaczął się psychicznie śmiać.
- Mam ci przypomnieć jak sokół Falcon prawie cię zjadł, gdy byłeś w formie węża? - odpowiedziałem wrednie.
- Wiem, że to ty mnie czymś uśpiłeś!
- A masz dowody?
- Ty cholero! - blondyn zawył z wściekłości i rzucił się na mnie.
Byłem na tyle zaskoczony, że nie udało mi się w porę zareagować i ten popapraniec przyszpilił mnie do ławki. Na jego twarzy ujrzałem...sadystyczny uśmiech. O nie! Tym razem nie wygrasz!
Zgiąłem nogi i z całej siły uderzyłem w brzuch Snake'a, odleciał kilka metrów i z wkurwem wymalowanym na twarzy zmienił się w anakondę. Ledwo wstałem a on oplótł moje ciało, szczególnie mocno zaciskając się na szyi. Z sekundy na sekundę traciłem oddech.
- Gh...S-snake!...Po...popierdoliło...cię?! - wychrypiałem próbując rozluźnić uścisk.
- To pytanie retoryczne? - zaśmiał się.
Mięśnie odmawiały mi posłuszeństwa, ale udało mi się sięgnąć do lewej kieszeni z której wyjąłem garść proszku. Z wielkim trudem wepchnąłem go do nozdrzy Snake'a.
- Co ty?! - chłopak (w obecnej sytuacji raczej wąż) nie wiedział co się dzieje.
Ale ja wiedziałem. Środek zaczynał działać i mój kolega powoli zasypiał, co mogłem wyczuć po rozluźniających się mięśniach. Jednak trwało to długo...no dłużej niż zwykle. Chyba za często stosowałem to na nim i skubany się uodpornił.
- Ty...psie...- Snake jęknął w ostatnim proteście i zasnął na dobre padając na ziemię.
I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie fakt, że został w ciele węża, które ciągle mnie oplatało. Cóż...obecnie przygniatało. Czemu nie mógł się zmienić w coś lżejszego?!
- Sh-shadow? Pomógłbyś, co? - czułem, że zaraz popękają mi niektóre kości.
Czego on się nażarł, do cholery? Ostatnio nie był taki ciężki!
- Nie trudź się młody, ja mu pomogę - usłyszałem gruby, męski głos i poczułem zapach tytoniu...drogiego tytoniu.
- Profesor Wolfen? Co pan tu robi? - poczułem jak to wielkie cielsko zostaje ze mnie ściągnięte.
- Miło cię widzieć Poisoner, ale nie powinieneś być teraz na lekcji? - spytał z uśmiechem.
- Mógłbym się pana zapytać o to samo - powiedziałem obojętnie i przyjrzałem się mu.
Szary, lekki irokez, kilkudniowy zarost, zielone oczy. Na jego ubiór składa się znoszony mundur wojskowy, glany i naszyjnik z kłem. Jakieś znaki szczególne? Prawe oko zdobi blizna po trzech pazurach wilkołaka, a na plecach ma tatuaż przedstawiający wyjącego wilka. Skoro jest tu nauczycielem to musi mieć jakiś talent co by go uczniowie nie zabili i ma. Jest wilkołakiem.
Zawsze chodzi przy nim dwójka uczniów, którzy wybrali sobie go za mentora. Obecnie jest to Lupo (można powiedzieć, taka jego miniaturka) i Harpy(oboje mają po 15 lat), młodsza siostra Snake'a. W przeciwieństwie do braciszka jest normalna(przynajmniej z charakteru), a nawet nieśmiała. Ma brązowe, proste włosy do ramion i złote oczy. Nosi płową sukienkę na ramiączkach sięgającą do kolan a no kostce ma bransoletkę z piór i pazurów. Tak jak mój nierozgarnięty kolega, należy do tak zwanych zmiennokształtnych. Potrafi się zmieniać w harpię wielką lub harpię jako pół kobieta pół ptak. Z tego co słyszałem nadal nie radzi sobie z lataniem.
- Nie ma mnie na lekcji bo dostałem kilkudniowe zwolnienie, tak samo Lupo - tu zaciągnął się dymem.
- Więc...to już jutro, co?
- Powinieneś to zauważyć. Spójrz - tu pokazał na swoje kły, które były wydłużone - ja nad tym w miarę panuje, ale młody nie za bardzo.
Zerknąłem na miniaturkę Wolfen'a. Chłopak siedział w kącie skulony i strasznie dygotał.
- Przyszedłem po to co zwykle, lekcje zaraz się skończą i będziesz mógł polecieć na kwaterę po zamówienie-
Nagle urwał i zaczął czegoś nasłuchiwać. Po chwili do stołówki wpadła wściekła Falcon, ale gdy zobaczyła Wolfen'a lekko się opanowała.
- Niech profesor wybaczy, ale muszą tą trójkę na razie zabrać do-
- Co żeś znowu zrobił? - szepnął do mnie, nie zwracając uwagi na blondynkę.
- A bo ja wiem? Czepia się o jakieś pierdoły - odpowiedziałem szeptem.
- Nie jest kulturalnym obgadywać kogoś i to jeszcze w jego obecności - ach te arystokratki!
- Nigdy nie mówiłem, panienko, że jestem kulturalnym - stwierdził profesor zaciągając się kolejny raz.
- A w szkole obowiązuje zakaz-
- Słuchajcie, cała trójka. Snake...wstawaj wiem, że już nie śpisz. Po odprawie u dyrektora macie przyjść do mojego gabinetu. Czy to jest zrozumiałe? - spytał patrząc na każdego z osobna.
- Jest pan wredny! Może by mnie tu zostawili - biadolił przyjmując ludzką formę.
- Hej braciszku! - Harpy zawiesiła się na szyi blondyna i lekko uśmiechnęła.
- No hejo! Jak tam? Grzeczna jesteś? - chłopak pogłaskał ją i mocno przytulił.
Nigdy nie rozumiałem jak ten walnięty koleś kochający przemoc może być aż tak delikatny dla swojej siostry.
- Na pewno bardziej od ciebie - zachichotała wdzięcznie i wróciła do Wolfen'a.
- Ranisz mnie! Przecież też jestem grzeczny! Prawda, Falcon?
Blondynka posłała mu mordercze spojrzenie, ale ten nic sobie z tego nie zrobił tylko wygiął się do granic możliwości, żeby rozprostować kręgosłup.
- Shadow przen-
- Nie ma mowy! Idziemy główną drogą! - zaprotestowała dziewczyna.
Popatrzyliśmy po sobie.
- Ty mówisz poważnie? - zawahałem się przez moment.
- Oczywiście!
Miałem nadzieję, że nigdy więcej nie będę musiał tego widzieć...
- Shadow...bierz Snake'a i czekajcie na nas przed gabinetem-
- Mają iść z nami-
- Zamknij się idiotko! - nie wytrzymałem, jak można było kogoś tak głupiego wpuścić do tego budynku?!
Wolfen ciągle obserwował całe zdarzenie.
- Myślisz, że mnie zastraszysz?!
- Pójdę z tobą TĄ drogą, ale oni udadzą się bezpieczną. Już was tu nie ma! - krzyknąłem do chłopaków.
Falcon próbowała ich zatrzymać, ale deko się spóźniła. Popatrzyła na mnie zaniepokojona.
- Co masz na myśli mówiąc TĄ drogą?
środa, 30 lipca 2014
1. Poisoner i spółka cz.1.
Ten rozdział jest naprawdę biedny XD Szczególnie moje opisy postaci, nie zabijajcie (wiem, że krótkie) T^T
Szkoła zabójców. Od 17 lat mój dom...czyli prawie od zawsze, ale zaczynając od początku. Nie urodziłem się tu tylko w wiosce, która została doszczętnie splądrowana i jak się okazało uratowała mnie początkująca zabójczyni z tej szkoły, obecnie jest legendą. Żywą legendą. Nosi przydomek Night Death, który uzyskała dzięki swojej zdolności przemiany. Jedni mówią, że w nietoperza a inni, że w smoka...moim zdaniem to przypomina bardziej demona. Zwykle można ją spotkać w towarzystwie Hound Lady, ta kobieta potrafi kontrolować psy, co jest dość przydatne, bo praktycznie wszystkich bram czy więzień pilnują te kundle. Jest również Gambler. Jego percepcja stoi na wysokim poziomie oraz umie czytać w myślach. Tylko tyle o nim wiem. Wspomniałem, że jest moim ojcem? W dodatku biologicznym? I tak nie ma to znaczenia...nie przepadamy za sobą, przynajmniej ja za nim. Jeszcze się nie przedstawiłem. Jestem Poisoner, posiadam dość nietypową zdolność a mianowicie przechowywanie trucizn we własnym ciele. Ubieram się w bordową szatę z czarnymi wykończeniami i znakiem węża na plecach (niby jestem trucicielem, ale jednocześnie robię za medyka). Zakrywa prawie całe ciało, ma oczywiście kaptur, który przysłania moje ogniste włosy(chodzi o kolor) a sam dodałem maskę ukrywającą moją twarz a raczej paskudną bliznę znajdującą się na lewym policzku(zaliczyłem ją po pewnym nieudanym doświadczeniu).
Powróćmy jednak do teraźniejszości...
Kolejna nudna lekcja. O czym? O przemianach, które mnie nie dotyczą. Pomówmy więc o ciekawszych rzeczach. Np. o moich dziwnych kolegach.
Na pierwszy ogień pójdzie Shadow, który siedzi ze mną w ławce. Zazwyczaj nosi czarny, poszarpany, płaszcz sięgający mu do kostek. Kaptur zakrywa długie, kruczoczarne włosy, spod których spoglądają znudzone, ale inteligentne szare oczy. Jego charakter trudno określić, raz spokojny raz wybuchowy. Znamy się...można powiedzieć od kołyski, ale zawsze zazdrościłem mu jego talentu. Skubany potrafi poruszać się po cieniach, nawet z kilkoma osobami. Jest jeszcze Snake dla takich jak on jest właśnie ta lekcja. Najbardziej pierdolnięty człowiek jakiego znam. Zakłada tylko białą, krótką, rozpiętą bluzę sięgającą połowy pleców i białą hakamę. Reszta tułowia(tam gdzie nie sięga bluza) jest obandażowana i...ten idiota chodzi boso. Ma również krótkie, blond włosy w totalnym nieładzie i złote oczy z pionowymi źrenicami. Często widzę na jego twarzy wręcz szatański uśmiech, który przyprawia mnie o ciarki. Szczególnie wtedy, gdy doda do tego ten wężowy jęzor. Umie się przemieniać w węże wszelkiego rodzaju. Od zaskrońców i pytonów po nagi*.
Ale chwila moment...gdzie on jest?!
- Shadow - szepnąłem do kolegi z ławki.
- Hmm? - mruknął znudzony.
- Gdzie jest Snake?
- Nie ma go?! - prawie, że krzyknął.
- Nie tak głośno, debilu-
- Oboje się zamknijcie bo spać nie mogę - usłyszałem głos...Snake'a?!
Rozejrzałem się po klasie, ale nadal go nie widziałem. Zmienił się w węża i znów się schował?
- Gdzie ty...- i w tym momencie włożyłem rękę do kieszeni co było błędem.
Czemu? Bo siedział w niej Snake. Tak mnie zaskoczył, że chwyciłem go i rzuciłem gdzieś za siebie. W locie zmienił się już w człowieka a na dodatek wpadł na...Falcon.
- Ty cholerny- ta dziewczyna nie należała do najspokojniejszych.
- Co żeś narobił Poison?! - krzyknął Snake zeskakując z kolan blondynki i uciekając w stronę wyjścia.
- Później ci wyjaśnię! Shadow! Wynosimy się stąd! - niech mi dziękuję, że jeszcze żyje, durny gad.
Brunet przeniósł nas do stołówki. Po tej akcji i tak musielibyśmy prędzej czy później iść do szanownego dyrektora, a lepiej prędzej bo wieczorem mają wrócić nasze legendy. Nie chciałbym przegapić przyjęcia powitalnego. Przynajmniej Falcon łatwo nas znajdzie.
A tymczasem...
Złapałem Snake'a za włosy i uderzyłem nim o ławę. Chłopak wydał z siebie jęk bólu a ja, chwilę potem chwyciłem go za kołnierz i rzuciłem w stronę kamiennego filaru.
- Ej...jesteś chyba trochę za ostry. Wpadłem tylko na koleżankę z klasy, a raczej TY mnie na nią rzuciłeś - powiedział (jak zwykle) z wrednym uśmieszkiem wstając, ale od razu pojawił się grymas świadczący o bólu.
- Mogłeś zginąć-
- Gdybyśmy tam zostali, to Falcon by mnie udu-
- Miałem w kieszeni fiolki z cyjankiem palancie, przeprowadzam drobne doświadczenie i możliwe, że nie były dobrze zamknięte - powiedziałem i wyjąłem jedną z wcześniej wspomnianych buteleczek po czym wypiłem jej zawartość.
- Doświadczenie pt. "Ile mogę wypić cyjanku, zanim moje ciało się zbuntuję i znowu będę musiał wyrzygać całą wypitą truciznę?" - wtrącił się Shadow.
W ogóle nie zwracaliśmy uwagi na Snake'a, który pogłębiał się w depresji.
- Coś w ten deseń. Niestety jutro kończy się mój zapas a co za tym idzie limit...przynajmniej tak było ostatnio. Nie wiesz kto mógłby mieć chociaż jedną fiolkę na stanie? - oby był ktoś jeszcze oprócz TEJ osoby.
- Zważywszy na to, że jesteś jedynym trucicielem wśród uczniów...to tylko staruszek - spojrzałem na niego błagalnym wzrokiem - I nie pomogę ci w kradzieży, nie ma mowy!
- Chłopaki...jak wy możecie gadać o takich pierdołach kiedy we mnie rozprzestrzenia się śmiertelna trucizna! Co wy serca nie macie?! - krzyknął załamany Snake łapiąc nas za skrawki naszych ubrań i klękając.
Naga* - pół człowiek pół wąż.
Szkoła zabójców. Od 17 lat mój dom...czyli prawie od zawsze, ale zaczynając od początku. Nie urodziłem się tu tylko w wiosce, która została doszczętnie splądrowana i jak się okazało uratowała mnie początkująca zabójczyni z tej szkoły, obecnie jest legendą. Żywą legendą. Nosi przydomek Night Death, który uzyskała dzięki swojej zdolności przemiany. Jedni mówią, że w nietoperza a inni, że w smoka...moim zdaniem to przypomina bardziej demona. Zwykle można ją spotkać w towarzystwie Hound Lady, ta kobieta potrafi kontrolować psy, co jest dość przydatne, bo praktycznie wszystkich bram czy więzień pilnują te kundle. Jest również Gambler. Jego percepcja stoi na wysokim poziomie oraz umie czytać w myślach. Tylko tyle o nim wiem. Wspomniałem, że jest moim ojcem? W dodatku biologicznym? I tak nie ma to znaczenia...nie przepadamy za sobą, przynajmniej ja za nim. Jeszcze się nie przedstawiłem. Jestem Poisoner, posiadam dość nietypową zdolność a mianowicie przechowywanie trucizn we własnym ciele. Ubieram się w bordową szatę z czarnymi wykończeniami i znakiem węża na plecach (niby jestem trucicielem, ale jednocześnie robię za medyka). Zakrywa prawie całe ciało, ma oczywiście kaptur, który przysłania moje ogniste włosy(chodzi o kolor) a sam dodałem maskę ukrywającą moją twarz a raczej paskudną bliznę znajdującą się na lewym policzku(zaliczyłem ją po pewnym nieudanym doświadczeniu).
Powróćmy jednak do teraźniejszości...
Kolejna nudna lekcja. O czym? O przemianach, które mnie nie dotyczą. Pomówmy więc o ciekawszych rzeczach. Np. o moich dziwnych kolegach.
Na pierwszy ogień pójdzie Shadow, który siedzi ze mną w ławce. Zazwyczaj nosi czarny, poszarpany, płaszcz sięgający mu do kostek. Kaptur zakrywa długie, kruczoczarne włosy, spod których spoglądają znudzone, ale inteligentne szare oczy. Jego charakter trudno określić, raz spokojny raz wybuchowy. Znamy się...można powiedzieć od kołyski, ale zawsze zazdrościłem mu jego talentu. Skubany potrafi poruszać się po cieniach, nawet z kilkoma osobami. Jest jeszcze Snake dla takich jak on jest właśnie ta lekcja. Najbardziej pierdolnięty człowiek jakiego znam. Zakłada tylko białą, krótką, rozpiętą bluzę sięgającą połowy pleców i białą hakamę. Reszta tułowia(tam gdzie nie sięga bluza) jest obandażowana i...ten idiota chodzi boso. Ma również krótkie, blond włosy w totalnym nieładzie i złote oczy z pionowymi źrenicami. Często widzę na jego twarzy wręcz szatański uśmiech, który przyprawia mnie o ciarki. Szczególnie wtedy, gdy doda do tego ten wężowy jęzor. Umie się przemieniać w węże wszelkiego rodzaju. Od zaskrońców i pytonów po nagi*.
Ale chwila moment...gdzie on jest?!
- Shadow - szepnąłem do kolegi z ławki.
- Hmm? - mruknął znudzony.
- Gdzie jest Snake?
- Nie ma go?! - prawie, że krzyknął.
- Nie tak głośno, debilu-
- Oboje się zamknijcie bo spać nie mogę - usłyszałem głos...Snake'a?!
Rozejrzałem się po klasie, ale nadal go nie widziałem. Zmienił się w węża i znów się schował?
- Gdzie ty...- i w tym momencie włożyłem rękę do kieszeni co było błędem.
Czemu? Bo siedział w niej Snake. Tak mnie zaskoczył, że chwyciłem go i rzuciłem gdzieś za siebie. W locie zmienił się już w człowieka a na dodatek wpadł na...Falcon.
- Ty cholerny- ta dziewczyna nie należała do najspokojniejszych.
- Co żeś narobił Poison?! - krzyknął Snake zeskakując z kolan blondynki i uciekając w stronę wyjścia.
- Później ci wyjaśnię! Shadow! Wynosimy się stąd! - niech mi dziękuję, że jeszcze żyje, durny gad.
Brunet przeniósł nas do stołówki. Po tej akcji i tak musielibyśmy prędzej czy później iść do szanownego dyrektora, a lepiej prędzej bo wieczorem mają wrócić nasze legendy. Nie chciałbym przegapić przyjęcia powitalnego. Przynajmniej Falcon łatwo nas znajdzie.
A tymczasem...
Złapałem Snake'a za włosy i uderzyłem nim o ławę. Chłopak wydał z siebie jęk bólu a ja, chwilę potem chwyciłem go za kołnierz i rzuciłem w stronę kamiennego filaru.
- Ej...jesteś chyba trochę za ostry. Wpadłem tylko na koleżankę z klasy, a raczej TY mnie na nią rzuciłeś - powiedział (jak zwykle) z wrednym uśmieszkiem wstając, ale od razu pojawił się grymas świadczący o bólu.
- Mogłeś zginąć-
- Gdybyśmy tam zostali, to Falcon by mnie udu-
- Miałem w kieszeni fiolki z cyjankiem palancie, przeprowadzam drobne doświadczenie i możliwe, że nie były dobrze zamknięte - powiedziałem i wyjąłem jedną z wcześniej wspomnianych buteleczek po czym wypiłem jej zawartość.
- Doświadczenie pt. "Ile mogę wypić cyjanku, zanim moje ciało się zbuntuję i znowu będę musiał wyrzygać całą wypitą truciznę?" - wtrącił się Shadow.
W ogóle nie zwracaliśmy uwagi na Snake'a, który pogłębiał się w depresji.
- Coś w ten deseń. Niestety jutro kończy się mój zapas a co za tym idzie limit...przynajmniej tak było ostatnio. Nie wiesz kto mógłby mieć chociaż jedną fiolkę na stanie? - oby był ktoś jeszcze oprócz TEJ osoby.
- Zważywszy na to, że jesteś jedynym trucicielem wśród uczniów...to tylko staruszek - spojrzałem na niego błagalnym wzrokiem - I nie pomogę ci w kradzieży, nie ma mowy!
- Chłopaki...jak wy możecie gadać o takich pierdołach kiedy we mnie rozprzestrzenia się śmiertelna trucizna! Co wy serca nie macie?! - krzyknął załamany Snake łapiąc nas za skrawki naszych ubrań i klękając.
Naga* - pół człowiek pół wąż.
Subskrybuj:
Posty (Atom)