Królestwo Węży. Według wielu najpiękniejszy i najbogatszy kraj. Niespotykana nigdzie indziej architektura opierająca się głównie na motywie węży budzi podziw ludzi odwiedzających pięć wspaniałych wysp. Targi i sklepy oferują rzadkie i egzotyczne przedmioty będące niezwykłymi kąskami dla bogaczy i kolekcjonerów. Kraj Węży jest jednym z najpotężniejszych mocarstw na świecie, a jego chlubą jest gwardia składająca się ze zmiennokształtnych z talentem węża.
Jednakże swoje bogactwo Królestwo zdobyło na handlu niewolnikami. W Strefie Mgły, gdzie nie zapuszczają się żadne statki znajduje się wiele wysp, których nie znajdzie się na mapie. Wszyscy mieszkańcy ów wysp żyją w ciągłym strachu bo nie wiedzą o jakiej porze dnia czy nocy najemnicy Królestwa Węży urządzą na nich łapankę. Cóż...prawie wszyscy.
- Ethan! Ethan, gdzie jesteś? E-! - kobieta zamilkła, gdy ujrzała blondwłosego chłopca siedzącego na drzewie.
Patrzył w dal, a konkretniej w stronę portu wyspy, którego i tak nie mógł ujrzeć przez gęstą mgłę. Kobieta westchnęła i wdrapała się na drzewo po czym usiadła obok chłopca i spojrzała w tym samym kierunku.
- To już dwa lata, a ty nadal na niego czekasz - bardziej stwierdziła niż spytała.
Dzieciak kiwnął tylko głową nie odrywając wzroku od punktu w który się wpatrywał.
- On wróci, mamo. Nie martw się, wróci - chłopiec ukrył twarz za ciemnobrązowym szalikiem.
Kobieta chciała w to wierzyć tak samo mocno jak jej synek, ale każdego dnia traciła nadzieję na powrót męża.
- Wiesz...jesteś do niego bardzo podobny, Ethan.
- Do taty? - chłopiec dopiero teraz wykazał jakieś zainteresowanie i zwrócił uwagę na matkę.
- Tak - kobieta uśmiechnęła się, ale jakby smutno co było widać w jej złotych oczach - te same blond włosy, złote, dzikie oczy i...oboje jesteście strasznymi uparciuchami - tu poczochrała jego jasną czuprynę - No wracajmy do domu!
- Dobrze, mamo...
- Znowu się biłeś?
- N-nie - Ethan zająknął się i odwrócił głowę.
- Kłamiesz. Myślisz, że nie widzę tego podbitego oka?
Chłopiec zamilkł, ale widać było, że chce coś powiedzieć.
- Dokuczali Amy...
- I dlatego ich pobiłeś?
- Nie - nastały kolejne chwile ciszy - pobiłem gdy jeden z nich podrapał Amy.
Kobieta aż przystanęła, gdy usłyszała, że ktoś skrzywdził jej córkę. O Ethan'a nie bała się tak bardzo bo widziała, że w stu procentach wdał się w ojca i podbite oko stanowiło dla niego dodatkową motywację, a nie powód do płaczu, ale nie Amy. Była czteroletnią, drobną, nieśmiałą dziewczynką, która w swoim o dwa lata starszym bracie widziała najlepszego przyjaciela i obrońcę. Ich matka zauważyła, że oboje izolują się od reszty dzieci, nie lubią z nimi przebywać i zdecydowanie lepiej czują się w swoim towarzystwie. Amy mimo swojego wieku dużo rozmawia a Ethan się uśmiecha. Kiedyś uśmiechał się bardzo często, ale było to jeszcze przed wyjazdem jego ojca. Gdy ich opuścił dzieciaki w wieku blondyna zaczęły mu bardzo dokuczać, co zaczynało odbijać się na jego psychice. Chłopak nie zwracał na nich wszystkich uwagi dopóki nie obrali sobie za cel jego siostrzyczki. Od tamtego momentu każdy kto tylko próbował podnieść na nią rękę musiał się liczyć z blondynem, który jak na swój wiek dysponował sporą siłą i zręcznością. Często wracał do domu z podbitym okiem czy zadrapaniami, a pewnego razu wrócił ze złamaną ręką.
- Kto to zrobił?
- Ten chłopak z gadzim kołnierzem.
- Mocno go chociaż pobiłeś?
- Aż się popłakał - uśmiech satysfakcji zagościł na twarzy Ethan'a.
- I dobrze, ale jeżeli coś takiego zdarzy się w przyszłości przyjdź z tym do mnie, na pewno jakoś to załatwimy.
Chłopiec kiwnął głową i opatulił się szalikiem czując zimny podmuch wiatru. Jego wężowy język - który ukrywał przed wszystkimi nawet przed własną matką - wysunął się i sprawdził rześkie powietrze wyczuwając w nim nieprzyjemną woń. Zapach był dla chłopca znajomy, wojska królestwa a to oznaczało łapankę, którą przetrwał nie raz i nie dwa. W przeciwnym razie zapewne nie byłoby go na tej wyspie, zostałby sprzedany jako cenny towar.
Cennym towarem nazywano ludzi z umiejętnościami. Szczególnie poszukiwani byli zmiennokształtni, którzy w domach swoich panów robili najczęściej za ozdoby w ogrodach, olbrzymich akwariach czy terrariach. Jeżeli miało się szczęście lądowało się właśnie tam, jeżeli nie: kamieniołomy, kopalnie, galery lub burdele. Tak przynajmniej usłyszał Ethan, jednak nie wiedział czym jest to ostatnie, ale już sama nazwa nie brzmiała przyjemnie.
Zapach stawał się coraz bardziej intensywny i drażnił narząd węchu chłopca. Lecz było w nim coś, co było mu również obce. A nie wróżyło to nic dobrego.
Brzeg wyspy...
- To obrzydliwe. Jak można traktować tak żywe istoty? - młody centaur mówił niby do siebie schodząc ze statku na którym roiło się od klatek z niewolnikami.
- Pomagacie nam w tym - nagiński żołnierz skomentował podając sprzęt najemnikowi.
- Bo nam za to płacicie. A ty Alan trzymaj język za zębami! Masz robotę to nie narzekaj! - starszy centaur z tatuażem białego, zwiniętego węża na torsie skarcił młodzika.
- Przepraszam wodzu - chłopak wykazał skruchę, ale nie miał odwagi spojrzeć w oczy przywódcy.
- Nieważne. Słuchajcie! - wódz zwrócił się do reszty oddziału najemników składającego się z centaurów - Towar ma być nieuszkodzony, bo tylko za taki nam płacą! Szukać zmiennokształtnych!
- Tak jest! - podwładni krzyknęli chórem i galopem udali się w głąb wyspy.
Dom Ethan'a...
- Gdzie cię zranili, Amy?
Dziewczynka skuliła się i schowała swoje drobne rączki w rękawach przydużego. brązowego swetra. Ethan położył dłoń na jej głowie i poczochrał delikatnie jej włosy.
- Możesz pokazać, mama wie - chłopiec przykucnął obok siostrzyczki i objął ją ramieniem.
Amy - bo tak jej było na imię - spojrzała złotymi oczkami na brata i kiwnęła niepewnie głową. Wysunęła łapki z rękawów. Okazało się, że jej prawe przedramię było obandażowane. Kobieta zdjąwszy opatrunek przyjrzała się ranie, którą okazało się być ostrzejsze zadrapanie, ale nawet przez coś takiego mogło wdać się zakażenie. Było to niebezpieczne dla dorosłego człowieka a co dopiero dla czteroletniego dziecka.
Matka sięgnęła po wodę utlenioną i zaczęła dezynfekować ranę. Dziewczynka zamknęła oczy i zacisnęła ręce w piąstki, gdy substancja pieniła się na jej przedramieniu. Amy nie wydała żadnego dźwięku i dzielnie znosiła zabieg. Była spokojna również dlatego, że czuła dłoń swojego brata na ramieniu i bijące od niego przyjemne ciepło.
- Teraz powinno być dobrze. Nie ruszaj tego - kobieta na powrót owinęła rączkę dziewczynki i uśmiechnąwszy się pocałowała ją w czółko.
- Dziękuję mamusiu - Amy przytuliła się do mamy a później do brata - tobie też braciszku.
Rodzina długo nie nacieszyła się spokojem bo zza domu dało się słyszeć dudnienie. Matka wyjrzała przez okno a ujrzawszy grupę centaurów zbladła.
- Ethan! Zabierz Amy na strych, szybko!
Chłopiec wiedział o co chodziło już wcześniej wyczuł łapankę. Chwycił siostrę za rękę i zaprowadził na górę. Amy nie wiedziała co się dzieje, ale czuła, że nic dobrego.
- Ten dom jest twój! Nie waż się wracać bez towaru! - młody centaur jedynie prychnął, ale nie śmiał się sprzeciwić przywódcy.
Był przeciwny temu wszystkiemu jednak nie mógł wrócić do domu, nie dałby rady, prędzej by go zabili niż pozwolili uciec. Z tą myślą otworzył drzwi i wszedł do niewielkiego domu. Salon w którym stanął był schludny podobnie jak kuchnia połączona przejściem łukowym. Przy stoliku siedziała kobieta i obserwowała intruza.
- Proszę wybaczyć za najście - centaur schylił głowę aby wejść do pomieszczenia i przyglądnął się właścicielce domu.
Była młoda, mogła mieć najwyżej 28 lat. Jasno brązowe włosy do ramion, złote oczy, jasne cera. Nosiła wyblakłą zieloną sukienkę do kostek. Tym co zwróciło uwagę Alan'a był znajomy tatuaż białego, zwiniętego węża na jej ramieniu.
- Mogę w czymś pomóc? - kobieta wstała i podeszła do "gościa".
- Nie musimy zaczynać tak ostro naszej znajomości, prawda?
- To zależy tylko od twoich intencji.
- Czyli nie będziemy żyć w przyjaźni. Raczej wie pani po co przyszedłem - centaur westchnął, nie lubił tej roboty - ma pani dzieci?
Kobieta zmarszczyła brwi. Jeżeli powie, że ma na pewno do niewoli trafi Ethan wraz z Amy.
- Nie, nie mam - ciężko było jej to wypowiedzieć, zwłaszcza tak obojętnym głosem.
Stworzenie skrzyżowało ręce na piersi i spojrzało podejrzliwie na swoją rozmówczynię. Wyczuwał kłamstwo, ale rozumiał jej obawy.
- Więc nie mam wyboru - centaur był średnio zadowolony i na pewno niezbyt dumny z tego co będzie musiał zrobić.
Błyskawicznie obrócił kobietę plecami do siebie i wykręciwszy jej ręce związał. Nie zdążyła nawet krzyknąć bo mityczne stworzenie zakneblowało jej usta. Intruz wrzucił ją na swój grzbiet i ruszył ku wyjściu, które zostało zablokowane przez drobną postać.
- Gdzie zabierasz mamę?!
Przed centaurem stał...Ethan próbujący swoim ciałem zagrodzić mu drzwi. Kobieta otworzyła szeroko oczy i poczęła się szarpać co zaskutkowało upadkiem z grzbietu najemnika. Knebel został poluzowany.
- Ethan! Co ty tutaj robisz?! Wracaj na górę!
- Heh, sytuacja się chyba nieco skomplikowała - stworzenie pokręciło głową po czym przecięło więzy kobiety.
Matka podbiegła do syna i mocno go przytuliła.
- Ethan...wracaj na górę, jakoś to załatwię - czuła, że chłopiec trzęsie się zapewne ze strachu w jej ramionach - Nie bój się. Wszystko...wszystko będzie dobrze. Obiecuję...
- Ale co będzie jak cię stąd weźmie? Co się z nami stanie?
- Nie mów już nic więcej-
Najemnik teraz zrozumiał całą sytuacje. Kobieta ukrywała swoje dzieci w nadziei, że nie będą się kłopotać z zabraniem jednej niewolnicy.
- Nie zabieraj mamy co się wtedy stanie ze mną i z Amy? Nie poradzimy sobie...
- Raczej nie mam wyjścia. Bo wątpię, że odda któreś z was po dobroci-
- Mamo...co się dzieje? - z piętra zeszła Amy.
- Gdzie ty się młody szlajasz do jasnej cholery?! - do domu wszedł zdenerwowany przywódca najemników.
Rozejrzał się po pomieszczeniu by w końcu skupić wzrok na kobiecie. Jego wyraz twarzy zmienił się od razu. Podszedł do matki Ethan'a i podał jej rękę.
- Jade, wpadłaś w niezłe bagno.
- Jak widzę nie tylko ja, Milo.
Oboje rozmawiali długo, lecz w końcu doszli do porozumienia. Jade przekonała swojego starego przyjaciela, aby zabrał jej dzieci z tego piekła. Miał je przewieźć do Królestwa Węży i pomóc przedostać się do jedynego miejsca, które mogłoby być dla nich bezpieczne. Była to Szkoła Zabójców, miejsce w którym i ona i Milo się wychowali. Jednak nie wszystko poszło tak jak powinno pójść. Gdy dopłynęli do egzotycznego miasta zaczęto wyładowywać niewolników. Amy prawie została złapana, ale wybronił ją Ethan, którego zabrano i wystawiono na targu niewolników. Milo wywiózł dziewczynkę poza miasto i ukrył pod strażą Alan'a po czym wrócił, aby uratować chłopca. Niestety było już za późno. Ethan został sprzedany a co gorsza osobą, która go kupiła był sam król Królestwa Węży.
Królestwo Węży, pałac królewski...
Król Scale wspaniały władca panujący już kilka lat i zapewniający dobrobyt królestwu przechadzał się marmurowymi korytarzami swojego pałacu wraz ze swoim najnowszym nabytkiem, który zakupił w ramach prezentu dla swojej przybranej córki. Jego szare włosy były krótko ścięte i zaczesane do tyłu. Na sobie miał ciemno-seledynową samurajską zbroję noszoną przez nagińskich wojowników od wieków.
Chłopiec, którego prowadził jak na swój wiek zachowywał się spokojnie, o nic nie pytał a co najważniejsze nie uciekał. A do tego był wyjątkowy. Miał złote oczy z pionowymi źrenicami, świadczyło to o tym, że jest zmiennokształtnym lecz jeszcze nie ujawnił jakiego typu.
Scale dotarł do komnaty księżniczki Anny, która wbrew pozorom nie była usiana kokardkami, misiami i wszelkiego odmianami różu. Anna kochała spokój, harmonię, ład oraz wiedzę. W jej komnacie znajdowało się seledynowe łoże z baldachimem, kilka regałów z książkami i biurko z ciemnego marmuru. Dziewczyna a w zasadzie dziewczynka bo wyglądała na rówieśniczkę Ethan'a siedziała przy biurku i czytała potężną księgę. Krótkie, czarne, niesworne kosmki włosów które uciekły spod srebrnych wsuwek opadały przysłaniając częściowo jej tak samo czarne oczy podkreślone delikatnym ciemnym makijażem. Ubrana była w czarną sukienkę do ziemi z długimi rękawami oraz czarne baleriny.
- Anno, możesz na moment podejść?
Dziewczynka spojrzała na ojca i kiwnęła głową po czym odłożyła gruby tom na biurko. Wstała i z gracją podeszła do swych gości.
- To jest Ethan - Scale wskazał na chłopca stojącego po jego lewicy - od dzisiaj będzie twoim towarzyszem zabaw. Postaraj się go szybko nie zepsuć, dobrze?
- Pobawmy się jeszcze! - Anna uśmiechnęła się przyjaźnie do swojego przyjaciela i chwyciła go za rękę chcąc zachęcić.
- Ale...ja już nie mam siły - Ethan wymamrotał i opadł na podłogę.
Nastawienie Anny zmieniło się momentalnie. Jej uśmiech znikł zastąpiony przez wąską linię a oczy z których przed chwilą biła radość stały się chłodne i puste.
- Jesteś. Moją. Zabawką. Jesteś. Mój. Nie. Możesz. Mi. ODMÓWIĆ! - ostatnie zdanie wykrzyczała z wściekłością jakiej chłopiec jeszcze nie doświadczył.
Od Anny biła naprawdę przerażająca aura, która była skierowana na Ethan'a. Dziewczyna wyciągnęła w jego stronę rękę. Przez chwilę nic się nie działo dopóki złość Anny nie minęła. Po tym blondyna przeszył niewyobrażalny ból. Czuł jakby miliony igieł wbijały mu się w czaszkę i rozsadzały ją od środka. Trzymał się za głowę jakby miało to zniwelować choć w niewielkim stopniu jego cierpienie, a jego krzyk roznosiły się zapewne po całym pałacu, sam zaś czuł jak ból przenosi się po całym jego ciele nie opuszczając niestety głowy. Gdy to...to coś się skończyło nie mógł ruszyć choćby palcem. Leżał na brzuchu spoglądając na błękitną ścianę i odpływając w objęcia Morfeusza, które zapraszały go obiecując ukojenie bólu i cierpienia.
Takie sytuacje się już nie powtórzyły, a w umyśle Ethan'a na zawsze wyrył się obraz tego potwornego bólu.
Jak się okazało księżniczka Anna była władcą zwierząt, lecz nie takim zwykłym. Potrafiła kontrolować WSZYSTKIE zwierzęta w zasięgu swego wzroku.
Po niedługim czasie Milo udało się wyrwać chłopca ze szponów księżniczki Anny, a także zabrać dwa z czterech symboli władzy królewskiej, którymi mógł posługiwać się jedynie Ethan i jego wężo-podobni pobratymcy. Rodzeństwo zostało bezpiecznie odtransportowane do Szkoły Zabójców a dyrektor przyjął ich bez wahania. Gdy jednak Milo wrócił do Królestwa Węży został pochwycony i poddany torturom, które mogłyby złamać nawet najtwardszych nagińskich wojowników. Miał zdradzić gdzie ukrył dwa samurajskie miecze będące własnością obecnego króla Scale'a. Jednak milczał. A tą tajemnicę zabrał ze sobą do grobu.
- Amy, nie zamierzam już tam wracać - odkąd Ethan zamieszkał w Szkole Zabójców nie odzywał się często i ciągle wpatrywał się w stronę ojczyzny - tamto miejsce...jest złe.
Naprawdę, tak jak autorskie opowiadania średnio mnie wciągają i zwykle wiele trzeba, bym się zainteresowała, tak to normalnie od razu trzyma mnie w napięciu. Zajebisty one-shot, tylko żałuję, że robiłaś takie duże przeskoki w czasie, których nie rozwinęłaś. Ale w każdym razie całość jest ekstra, bardzo fajny dodatek do całości:) Widziałam już wcześniej, że dodałaś, ale nie miałam czasu przeczytać, przepraszam:* Ja na razie u siebie nic nie dodaję, bo trochę wena mi spadła i czas się skurczył w ciągu dnia -_- Ale zobaczymy, może coś jutro ogarnę, albo w tygodniu... teraz to mam kombo na uczelni T^T
OdpowiedzUsuńCo ja mam niby powiedzieć?
OdpowiedzUsuńCzytałam i uważam, że jest cudne.
Anna, Anna, Anna <3
Jak można jej nie kochać? xD
Uwielbiam to jak piszesz i jestem pewna, że kiedyś wydasz jakąś książkę, nawet jeszcze lepszą od tego bloga! Albo kiedyś napiszemy coś razem, why not. B)
Anyway, jak zawszee wspaaaniałe! <3